Wykłady, spotkania – 17-19 kwietnia

W przyszłym tygodniu będę miał okazję być na kilka dni w Polsce i wziąć udział w poniższych wydarzeniach, na które niniejszym zapraszam.

Środa, 17 kwietnia, godz. 18:30
Warszawa, kampus centralny Uniwersytetu Warszawskiego
Wykład otwarty: “Czy mamy moralny obowiązek przestrzegać prawa?”
http://www.facebook.com/events/367584376683570/

Czwartek, 18 kwietnia, godz. 18:30
Lublin, UMCS, Sala Obrad Rady Wydziału Humanistycznego UMCS
http://www.facebook.com/events/232327783575489/

Piątek, 19 kwietnia, godz. 13:00
Lublin, Wydział Prawa i Administracji UMCS
Wykład: “Czy państwo powinno walczyć z monopolami na rynku?”
http://www.facebook.com/events/134998746672425/

Spekulacja prawami byłych właścicieli jest moralnie uzasadniona

Wieści z frontu walki ze spekulacją i wyzyskiem: jak donosi prasa, rzekomo liberalna partia rządząca przygotowuje ustawę reprywatyzacyjną (idea słuszna), która ma zapewnić restytucję mienia lub odszkodowanie dla właścicieli i ich spadkobierców ale już nie dla “spekulantów” czyli osób, które w celach zarobkowych nabywają prawa do nieruchomości a potem same je “odzyskują” od obecnych posiadaczy lub pobierają odszkodowania. Mowa tu oczywiście głównie o nieruchomościach zabranych właścicielom bez odszkodowania przez władze komunistyczne.

Jak rozumiem, sentyment przeciwko spekulantom opiera się na założeniu, że oni nie mają “moralnego prawa” do tych nieruchomości. To są zwyczajni cwaniacy, którzy żerują na trudnej sytuacji byłych właścicieli lub ich spadkobierców i za grosze nabywają od nich prawa warte dużo więcej, w ten sposób bogacąc się na ludzkiej krzywdzie. Miasto (państwo) musi płacić spekulantom, a prawdziwi właściciele zostają z ochłapami.

To rozumowanie opiera się na szeregu nieporozumień i prowadzi do błędnej konkluzji. Wbrew, jak mniemam, dość powszechnej opinii, działalność „spekulantów” nie jest niemoralna. Wręcz przeciwnie, wyłączając sytuacje oszustwa, to dzięki spekulantom ofiary komunizmu i ich spadkobiercy mogą obecnie uzyskać taką kompensację, jaka w ich sytuacji jest możliwa. Jeśli byli właściciele i ich rodziny odzyskują mniej niż powinni (niż zostało im zabrane) to jest to wina państwa, a nie spekulantów. Continue reading

A gdyby przestać finansować uniwersytety z podatków?

Proponuję mały eksperyment myślowy – co by się stało gdyby zlikwidować państwowe finansowanie nauki w Polsce z dnia na dzień?

W przypadku większości państwowych szkół wyższych (w tym uniwersytety), koniec publicznego finansowania oznacza koniec działalności. Niektóre uczelnie restrukturyzują się i jako fundacje lub stowarzyszenia prowadzą dalej działalność (być może los Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Jagiellońskiego). Katolicki Uniwersytet Lubelski (uczelnia obecnie prywatna, choć częściowo finansowana ze środków publicznych) sobie jakoś radzi, ale na mniejszą skalę. Continue reading

Zysk to nie zbrodnia – polemika z Prezes UOKiK

W demaskatorskim tekście „Celem zmowy jest zysk” („Gazeta Prawna”, 12 września 2012 r.) Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel, Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów pokazała kilka sposobów rzekomo na które chciwi, nastawieni jedynie na zysk, przedsiębiorcy wykorzystują biednych konsumentów. Ze zgrozą czytamy o antykonkurencyjnych porozumieniach przedsiębiorców na tym samym szczeblu obrotu handlowego, czyli kartelach. Zaraz potem dowiadujemy się, że równie szkodliwe mogą być porozumienia pionowe (np. między producentem a dystrybutorami), a wśród nich szczególnie częste „ustalenia dotyczące minimalnych lub sztywnych cen odsprzedaży w relacji producent – dystrybutorzy”. Prezes UOKiK chwali swój urząd, że potrafi takich nielegalnych ustaleń doszukać się nawet gdy mają one formy mniej oczywiste, tzw. cen rekomendowanych lub sugerowanych.

Jest tylko jeden drobny problem, który prawnikom łatwo pominąć, gdy skupiają się wyłącznie na przepisach i orzeczeniach sądów: w tym przypadku to co w opinii Prezesa UOKiK jest zakazane, wcale niekoniecznie jest szkodliwe dla rynku i dla konsumentów.

Funkcjonowanie bezwzględnego zakazu narzucania minimalnych lub sztywnych cen odsprzedaży powinno budzić uzasadnione zdziwienie w świetle niemal pełnego konsensusu wśród ekonomistów, że nie ma on w takiej formie sensu. Badania empiryczne wskazują na brak antykonkurencyjnych efektów kontroli wertykalnej (np. kontrolowania przez producenta ceny w łańcuchu dystrybucji) – co więcej, badania wykazują, że ustalanie cen odsprzedaży przynosi korzyści konsumentom. Co do teoretycznej literatury ekonomicznej reprezentacyjne jest twierdzenie wyrażone przez prominentnych ekonomistów – autorów Amicus Brief złożonego w postępowaniu przed Sądem Najwyższym Stanów Zjednoczonych w głośnej sprawie Leegin: „W literaturze teoretycznej w istocie nie podlega dyskusji, że ustalanie minimalnej ceny odsprzedaży może mieć prokonkurencyjne efekty oraz, że w wielu warunkach rynkowych jest mało prawdopodobne, by przyniosło efekty antykonkurencyjne. […] Stanowiskiem, które w literaturze nie jest reprezentowane, jest twierdzenie, że ustalanie minimalnych cen odsprzedaży jest często lub niemal zawsze antykonkurencyjne.”

Fakt, że Prezes UOKiK tak często karze za narzucanie cen odsprzedaży wynika z tego, że taką „zbrodnię” niezwykle łatwo udowodnić, gdy ma się w ręku umowę dystrybucyjną z odpowiednią klauzulą. Żaden urzędnik nie trudzi się nawet wtedy, by wykazać, że wystąpił antykonkurencyjny skutek – obowiązujące prawo pozwala mu nałożyć karę jeśli nawet taki skutek by nigdy nie wystąpił! Takie prawo oczywiście trzeba zmienić.

“Polskie Perspektywy” w Oksfordzie

Polish PerspectivesGrupa Polaków studiujących na Oksfordzie wpadła na ciekawy pomysł zorganizowania konferencji popularnonaukowej, która zgromadziłaby młodych polskich badaczy studiujących lub pracujących za granicą. Wydarzenie to będzie miało miejsce w Oksfordzie w dniach 19-21 października.

Mimo trudności finansowych i pewnej bariery językowej, wielu młodych ludzi wiążących swoją przyszłość z nauką wyjeżdża z Polski na studia, staże lub w celu podjęcia pracy naukowej. W wielu dziedzinach jest to wręcz konieczne, by myśleć o poważnej karierze naukowej i uniknąć realiów rodem z filmu “Barwy ochronne” Zanussiego, które niestety wciąż są zjawiskiem zbyt częstym w wielu naszych ośrodkach naukowych.

Na samym Uniwersytecie Oksfordzkim Polacy są reprezentowani na tyle licznie, że stanowią drugą po Niemcach grupę narodowościową z Europy kontynentalnej. Prawdopodobnie, przy lepszej promocji Oksfordu w Polsce grupa ta mogłaby się jeszcze istotnie powiększyć. Ale nie o samych perspektywach Polaków na Oksfordzie chciałem pisać, ale o konferencji “Nauka. Polskie Perspektywy”, która odbędzie się w dniach 19-21 października.

Jak informują sami organizatorzy: “Konferencja będzie okazją do wzajemnego poznania się członków społeczności młodych polskich naukowców mieszkających i studiujących za granicą oraz do dyskusji na temat uczestnictwa Polaków w rozwoju nauk ścisłych i technologii.”

Uważam, że idea jest wspaniała i warta rozpowszechnienia. Można czasami odnieść wrażenie, że networking jest w polskim środowisku naukowym niedoceniany i traktowany z pewną podejrzliwością. Jako odpowiedź na tę nieufność, ale też na pewien niedostatek organizacji “Polonii naukowej”, “Polskie Perspektywy” mogą odegrać istotną rolę w budowaniu polskiego networku naukowego ponad dyscyplinarnymi podziałami.

Jeśli ktoś chciałby uzyskać więcej informacji o konferencji – odsyłam na jej stronę internetową: http://www.polishperspectives.org/pl/informacje

Konferencja “istnieje” także na facebooku: https://www.facebook.com/polishperspectives

Oxford

Małe przeprosiny dla czytelników

W tym roku nie pisałem zbyt często, ale mam nadzieję, że będzie okazja nadrobić zaległości i wrócić do tematów bardziej ogólnych. Zobaczymy na ile pozwolą mi na to zajęcia na University of Oxford, gdzie zaczynam właśnie studia.

Przy okazji zachęcam do śledzenia mojego profilu na Facebooku, który aktulizowany jest znacznie częściej niż “duży” blog :)

Photo by Light Knight – CC BY-NC-ND 2.0

BIPy i “kultura tajności”

Dziennik Gazeta PrawnaW ubiegłą środę ukazał się w “Dzienniku Gazecie Prawnej” tekst Piotra Pieńkosza “Szkoły nie prowadzą BIP-ów, bo nie wiedzą, że muszą to robić”. W tekście kilka moich komentarzy:

Z wyliczeń DGP wynika, że aż 62 proc. warszawskich przedszkoli, szkół podstawowych, gimnazjów i liceów nie ma swoich BIP-ów. W Gdańsku ten odsetek sięga 88 proc. Jeszcze gorzej jest we Wrocławiu i w Szczecinie, gdzie biuletyny mają pojedyncze placówki. A to tylko wybrane przykłady z całego kraju.

– To przejaw utrudniania dostępu do informacji publicznej albo po prostu zwykła niewiedza – komentuje Mikołaj Barczentewicz, prawnik z Forum Obywatelskiego Rozwoju. (…)

Wśród niechlubnych statystyk można bowiem znaleźć także wzorcowe wyjątki. Należą do nich Kraków i Bydgoszcz, które opisywany problem rozwiązały w sposób systemowy. Biuletyny prowadzonych przez miasta szkół znalazły się w jednym miejscu – w Krakowie na stronie internetowej magistratu, w Bydgoszczy w specjalnie powołanym i na bieżąco aktualizowanym zbiorczym biuletynie placówek oświatowych. Każda szkoła ma swoją zakładkę z informacjami na temat jej majątku, ogłoszeniami o pracę czy zamówieniami publicznymi.

– To dobry kierunek, który pozwala zracjonalizować koszty wywiązywania się przez szkoły i miasta z administracyjnego obowiązku. Szczególnie jeśli w urzędzie są wyznaczone osoby odpowiedzialne za zarządzanie informacją publiczną wytwarzaną przez szkoły – wyjaśnia Mikołaj Barczentewicz.

“Samorządy lekceważą BIP”

Dziennik Gazeta PrawnaPolecam tekst z “Dziennika Gazety Prawnej” pt. “Samorządy lekceważą BIP”, w którym pojawia się kilka moich uwag w kwestii przejrzystości działań władz samorządowych:

45 proc. z 2,4 tys. gmin wciąż nie opublikowało w internecie bieżących informacji o stanie majątkowym samorządowców – wynika z wyliczeń DGP. Miały na to ponad dwa miesiące (…)

– Taka praktyka to przejaw lekceważenia instytucji BIP – komentuje Mikołaj Barczentewicz, prawnik z Forum Obywatelskiego Rozwoju. (…)

Nasi rozmówcy proponują wprowadzenie zmian w prawie. Uważają, że samorządom na publikację oświadczeń należy wyznaczyć 14 dni od momentu ich złożenia (samorządowcy muszą dopełnić tego obowiązku najpóźniej do 30 kwietnia).

– To złamałoby swoistą kulturę tajności, której hołdują niektóre urzędy – podkreśla Barczentewicz. (…)