Chcesz kupić alkohol w NY, dziecko zostaw w samochodzie
Manuel Lora pisze na Mises Blog:
Ja i moja żona spodziewaliśmy się odwiedzin przyjaciół, więc włożyliśmy do koszyka kilka przekąsek i skrzynkę piwa. Kiedy przyszedł czas na zapłatę, kasjer poprosił o okazanie dowodu osobistego [ID] nie tylko mnie, ale także moją żonę. Było to dla nas bardzo zagadkowe, nie spotkaliśmy się z czymś takim mieszkając wcześniej w innych miejscach.
Na początku pomyślałem, że jest to nowa “postępowa” polityka sklepu, ale coś się nie zgadzało. Dlatego też postanowiliśmy zapytać o to kasjera.
Okazuje się, jak nam powiedziano, że prawo stanu Nowy Jork wymaga by każdy, kto stoi przy kasie miał co najmniej 21 lat. Powiedziano nam też, że prawo zabrania sprzedawania alkoholu ludziom, którzy są w towarzystwie nieletnich, nawet członków własnej rodziny!
Kto kogo wysysa?
Money.pl za IAR (Szara strefa wysysa miliardy):
Podczas posiedzenia sejmowej komisji pracy wiceminister [Bogdan Socha] nie zgodził sie z posłami i przedsiębiorcami, którzy sugerowali, że zmniejszenie rozmiarów szarej strefy jest możliwe tylko wtedy, gdy zostaną obniżone pozapłacowe koszty pracy. Według niego zmieni się to dopiero, gdy wzrosną pensje, a nie zmniejszą koszty. Dodał, że w Polsce są jedne z najniższych kosztów pracy w Europie. Przedsiębiorcy uważają jednak, że jest to błędne rozumowanie. Według nich problemem jest bowiem różnica kosztów między zatrudnieniem oficjalnym, a nieoficjalnym.
Dwie uwagi: (1) dziennikarze są tak przesiąknięci etatyzmem, że nie zauważają podstawowej zależności, że to państwo wysysa pieniądze z rynku a nie rynek z państwa (a szara strefa to tylko naturalna reakcja obronna przed pasożytnictwem państwa), (2) p. Socha (nb. z Samoobrony, co jego ignorancję w penej mierze tłumaczy) wbrew zdrowemu rozsądkowi, opinii wszelkich ekspertów etc. forsuje prymitywny keynesizm – ciekawe jak według niego mają wzrosnąć pensje? (Pytanie oczywiście retoryczne, wiadomo że chodzi o “wspieranie gospodarki” przez tani kredyt = inflacja.)
I jeszcze o Noblach…
- Jak przypomina B. K. Markus na Mises Blog nie ma nagrody Nobla z ekonomii, jest tylko The Sveriges Riksbank Prize in Economic Sciences in Memory of Alfred Nobel, która została ufundowana przez szwedzki bank centralny długo po śmierci A. Nobla.
- Zupełnie przeciwnie do p. Wałęsy wypowiada się prof. Peter J. Boettke z GMU (George Mason University), przypominając na swoim blogu, że to właśnie harmonia interesów ludzi, która może powstać tylko na wolnym rynku, jest podstawą pokojowej koegzystencji. A więc, pokojowa Nagroda Nobla znacznie bardziej należy się ludziom, którzy realnie pracują nad pokojową współpracą ludzi a nie etatystom i politykom.
Tegoroczne Noble
Nie zamierzam się wypowiadać na temat literackiej Nagrody Nobla, która już od bardzo dawna z literaturą straciła jakiekolwiek powiązanie, za to tegoroczna pokojowa Nagroda Nobla dla p. Yunusa i jego Grameen Bank, kolejnego etatysty i quasi-socjalisty (vide: Jeffrey Tucker, Microcredit Meltdown) dowodzi tylko utrzymania ciągłości i spójności ideologicznej tej nagrody.
Przy tejże okazji, były prezydent Lech Wałęsa indagowany przez Gazetę Wyborczą popisał się taką oto opinią:
Jestem zaskoczony (…) Lepiej byłoby (przyznać mu nagrodę) z ekonomii za dobry pomysł ekonomiczny.
Komentarz jest oczywiście zbędny ;)
W przeciwieństwie do tych dwóch przykładów, w miarę pozytywnie można potraktować Nagrodę Nobla przyznaną w dziedzinie ekonomii prof. Edmund Phelpsowi za “analizę międzyokresowej wymienności w polityce makroekonomicznej” o czym więcej pisze Mateusz Machaj na stronie Instytutu Misesa.
Nowy numer Laissez Faire
Zapraszam do ściągania i lektury: Laissez Faire – październik 2006.
Nowa porcja regulacji
Centralne rządowe sterowanie gospodarką to coraz bardziej widoczny cel funkcjonowania Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Pod pozorem ochrony konsumentów ingeruje on w mechanizmy rynkowe a kosztami swoich bezsensownych decyzji obarcza oczywiście tych, których miał chronić. O ile nie dziwią mnie kolejne pomysły rozszerzenia uprawnień UKE (Gazeta Prawna), to bardzo pozytywnie zaskoczył mnie komentarz przedstawiciela Polkomtelu (cyt. za Gazetą Prawną):
– Nasze zastrzeżenia budzą propozycje, których skutkiem może być administracyjne sterowanie mechanizmami rynkowymi, oderwane od realiów biznesowych – mówi Elżbieta Ptaszyńska–Sadowska z Polkomtela.
– Nadmierne poszerzanie uprawnień prezesa UKE, m.in. do żądania różnych informacji, drastyczne poszerzenie katalogu kar, ograniczenie kompetencji UOKiK mogą wywołać skutki sprzeczne z interesami klientów – dodaje.
Ktoś mógłby powiedzieć, że takie wypowiedzi są w interesie dużych firm, którym nie w smak są regulacje. Jednak jak dowodzi historia biznesu, najczęściej wielkie firmy jawnie popierają politykę regulacji z conajmniej dwóch powodów: (1) z obawy przed represjami za “stawianie się” urzędnikom i politykom (w naszych warunkach jest to mocno uzasadnione) oraz (2) efektu skali powstałego przy okazji regulacji (firmy większe są chronione przed potencjalnymi mniejszymi konkurentami barierą kosztów dostosowania się do wszystkich absurdalnych regulacji).
