Wpisy z 01.2008
- Kiedy nadejdzie kryzys, czyli o przewidywaniu w ekonomii
-
W związku z wpisem na blogu Szymona Mazurka nachodzi mnie taka refleksja - a może faktycznie ekonomia nie jest o zgadywaniu i wróżeniu ze szklanej kuli, ale o wyjaśnianiu procesów i wskazywaniu na prawidłowości? Oczekuje się od ekonomistów, żeby odpowiedzieli na pytanie - będzie kryzys czy nie - ale tak naprawdę to nikt na to pytanie nie jest w stanie odpowiedzieć.
Ze względu na ideologiczne sympatie niektórzy będą wieszczyć kryzys zawsze (e.c. Austrians), inni znowuż rękami i nogami będą się bronić przed takim stwierdzeniem; inni jeszcze będą zawsze mieli gotowe niezawodne recepty jak kryzysu uniknąć (vide artykuł S. Brittana w dzisiejszym FT). Wygląda jednak na to, że żadna teoria, niezależnie od stopnia formalizacji, czy wykorzystanych narzędzi, zwyczajnie nie jest w stanie uwzględnić właśnie tych czynników, które w ostatecznym rozrachunku zdecydują jak w przyszłości będzie wyglądać gospodarka.
I nie chodzi mi o uwzględnianie wszystkich możliwych czynników - praktyka pokazuje, że nawet wybranie i wyważenie tych najważniejszych sprawia poważne problemy. Przykładem może być tutaj zjawisko określane jako disinflation, czyli zmniejszenie inflacji (nie mylić z deflacją). Wiąże się ono z “przykrywaniem” inflacji przez wzrost produkcji, konkurencyjności, rozwój technologii. Ale jak to wszystko wymierzyć? Jak (nie arbitralnie) podać stopę inflacji, który wskaźnik wybrać?
Może wizja Miltona Friedmana (Methodology of Positive Economics, 1966) ekonomii jako nauki skierowanej na przewidywanie, to chimera, której nie warto łapać? Może lepiej skupić się na wyjaśnianiu tego, co wyjaśnić można? Oczywiście każdy ekonomista może mieć swoje przewidywania, co do przyszłości, tylko czy to jest istota ekonomii?
Czy będzie kryzys? Prawdopodobnie tak - jest to bardzo wygodna odpowiedź dopóki nie mówimy kiedy. Kiedy? Who knows…
- 18.01.2008 | Komentarzy: 8 »
- 11 I ‘08
-
You can disagree as to whether it’s “fair” that the price of recorded music will be zero or near zero, but you can’t disagree that it’s going to happen. (Michael Arrington)
- 11.01.2008 | Nie ma komentarzy »
- Zmierzch fonografii
-
Michael Arrington* opublikował na blogu TechCrunch bardzo wartościowy tekst The Music Industry’s Last Stand Will Be A Music Tax. Cytuję:
Staje się coraz bardziej i bardziej trudnym dla przemysłu muzycznego ignorowanie podstawowej ekonomii jego własnej branży: nieegzekwowalnych praw własności (nie możesz pozwać wszystkich) i zerowego marginalnego kosztu produkcji (dzielenie plików jest śmiesznie proste).
I dalej:
Możesz nie zgadzać się z tym, że jest “sprawiedliwe”, że cena nagrań muzycznych będzie wynosić zero lub niemal zero, ale nie możesz nie zgodzić się z tym, że tak się stanie.
Jak więc wyglądać będzie nowy rynek muzyczny?
Osobiście uważam, że nowa era darmowych nagrań i płatnych koncertów jest bardzo dobrą rzeczą. Muzyczne nagrania staną się narzędziem marketingowym, zachęcającym ludzi do płacenia za koncerty i różne gadżety. Przemysł muzyczny będzie mniejszy w kategoriach przychodu, ale artyści chcący tworzyć sztukę, będą robić to nadal i wielu z nich będzie z tego dostatnio żyło.
Arrington wskazuje, że koncerny muzyczne mają tylko jeden ratunek i już czynią kroki w jego kierunku - chodzi oczywiście o powszechny podatek na ich rzecz. Autor dowodzi, że takie rozwiązanie zabije innowacyjność w branży, co nie dla każdego jest oczywiste (choć być powinno).
Jak już powiedziałem wcześniej, proszenie państwa o ratowanie umierającej branży jest zawsze (zawsze) złym pomysłem. A w tym konkretnym przypadku jest to monumentalnie głupi, niebezpieczny i zły pomysł.
Marcin Jagodziński w swoim komentarzu na ten temat posłużył się bardzo trafnym porównaniem:
dokładnie tak. muzyka towarzyszy nam od tysięcy lat i jeszcze trochę potowarzyszy. a płyty mają lat zaledwie 100. “koncerny płytowe”. przecież to brzmi jak “fabryki lokomotyw parowych”!
Nic dodać, nic ująć.
* M. Arrington - ekonomista, prawnik, przedsiębiorca, właściciel jednego z najbardziej poczytnych blogów na tej planecie - TechCrunch - z tego też powodu “guru wszystkich guru”.
Więcej o tej postaci: http://online.wsj.com/article/SB116244521605611149.html - 11.01.2008 | Jeden komentarz »
- Stewart i Colbert powrócili
-
Wieczorem 7 stycznia po kilkumiesięcznej przerwie powróciły na antenę Comedy Central moje ulubione programy publicystyczne ;-). Oczywiście tematyką na której skoncentrowali się John Stewart i Stephen Colbert był strajk Writers Guild of America i oczywiście Colbert “atakował” strajkujących, podczas gdy Stewart podszedł do tematu bardziej otwarcie.
Co ciekawe, Colbert prawdopodobnie po raz pierwszy, wymówił swoje nazwisko zamiast nazwiska swojego bohatera (/koʊlˈbɛər/) podczas powitalnej owacji (nb. trwającej dwie i pół minuty). Ciekawa była też jego uwaga, że po 11 września programy takie jak jego były zdjęte z anteny na 2 tygodnie, co oznacza, że strajk WGA jest 9 razy większą katastrofą niż 11 września.
Prowadzący wydali wspólne oświadczenie o następującej treści:
We would like to return to work with our writers. If we cannot, we would like to express our ambivalence, but without our writers we are unable to express something as nuanced as ambivalence.”
Dodane 9 I: Stewart pojawił się też (oczywiście jako bohater animowany) przy okazji primaries w Springfield w najnowszym odcinku The Simpsons.
- 09.01.2008 | Nie ma komentarzy »


vaik
akurat nagrodę Friedmana to Balcerowicz spokojnie może dostać ;)...
Adept
Przeczytałem tekst - zgrabne podsumowanie/przegląd stanowisk, ale nie znalazłem tam my...
Mikołaj Barczentewicz
Zachęcam do zapoznania się z moim dłuższym tekstem na ten temat: Oryginalizm i tekstu...
Adept
Stanowisko Soluma jest nie do obrony z semantycznego punktu widzenia, ale widzę, że nie ...
vaik
www.libertarianizm.mypunbb......