Articles by " Mikołaj Barczentewicz"
16 Nov
2010

Problem niezgodności z prawem prawomocnych orzeczeń

Jakiś czas temu czytelnik zwrócił moją uwagę na problem poważnych ograniczeń w stosowaniu skargi o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia sądu w przypadku sądów administracyjnych i Naczelnego Sądu Administracyjnego w szczególności. Temat wydał mi się interesujący, więc chciałbym mu trochę uwagi poświęcić.

Wydaje się, że miłościwie nam panujący ustawodawca przekonany jest o nieomylności sądów. Nie budzi chyba jednak kontrowersji teza, że sądy mimo wszystko nieomylne nie są. Pytanie, czy z faktu, że każdy sąd może wydać orzeczenie z jakiegoś powodu błędne, wynika, że od każdego orzeczenia powinna przysługiwać możliwość odwołania. Trudno sobie taki stan wyobrazić, gdyż oznaczałoby to w praktyce, że “sprawy” nigdy by się nie kończyły. A to z kolei uniemożliwiłoby realizowanie podstawowych funkcji prawa – bo po co komu prawo, którego nie można skutecznie i definitywnie dochodzić?

Czasami jednak zdarza się, że orzeczenie sądu jest nie tylko błędne w oczach jednej ze stron, ale jest wręcz niezgodne z prawem. Co więcej, skutkiem takiego orzeczenia może być dotkliwa szkoda poniesiona przez obywatela. Sprawiedliwe wydaje się, żeby taka szkoda była naprawiona (oczywiście pojawia się problem, dlaczego to podatnicy mają ponosić ciężar naprawiania szkód wyrządzonych przez konkretnych urzędników/sędziów/polityków – niepotrzebne skreślić). Polskie postępowanie przed sądami administracyjnymi drogę do naprawienia takich szkód w kilku przypadkach niestety zamyka. Czytaj dalej >>

Oryginalizm jako koncepcja wykładni konstytucji

Zachęcam do lektury tekstu referatu przedstawionego przeze mnie na XIX Zjeździe Katedr Teorii i Filozofii Państwa i Prawa
 w Jastrzębiej Górze.

ABSTRAKT
Zaledwie trzydzieści pięć lat temu narodził się w Stanach Zjednoczonych nurt na gruncie konstytucjonalizmu i teorii prawa, którego celem było “przywrócenie Amerykanom utraconej Konstytucji” (R. Barnett). Podstawową intuicją tego nurtu było przekonanie, że sędziowie nie mają władzy, by decydować o zmianie znaczenia przepisów konstytucji, które to znaczenie raz ustalone w momencie uchwalenia zmienione może być jedynie w formalnym procesie poprawek. Nurt ten przyjął nazwę oryginalizmu i jest dziś jednym z najgłośniej dyskutowanych tematów wśród amerykańskich akademickich prawników. Początkowo oryginalizm miał postać swoistej statycznej wykładni celowościowej, lecz pod wpływem krytyki z czasem przyjął formę statycznej wykładni językowej wspieranej wykładnią dynamiczną. Najbardziej teoretycznie zaawansowaną prezentacją oryginalizmu jest obecnie “Semantic Originalism” L. Soluma i on będzie stanowić podstawę mojego wystąpienia.

Pobierz plik PDF – 160 KB

Amerykańskie spory o wykładnię konstytucji – prezentacja

Po dłuższej nieobecności na tym blogu (za którą się kajam), powracam z tematem, który jest mi obecnie szczególnie bliski, i o którym będę pisał znacznie więcej po polsku i po angielsku.

Tym razem chciałbym polecić prezentację “Amerykańskie spory o wykładnię konstytucji”, która towarzyszyła mojemu referatowi na seminarium z teorii prawa prof. Tomasza Staweckiego na WPiA UW. Czytaj dalej >>

Przeciwko tanim miejscom parkingowym

W powszechnym postrzeganiu problemów z którymi borykają się mieszkańcy miast jako dogmat przyjmowane jest, że drogi są złe i miejsc parkingowych dla samochodów jest za mało. Są tacy, którzy wręcz rozbudowaną infrastrukturę drogową traktują jako swoje “prawo”. Nie jest żadną tajemnicą, że często grupy interesu posługują się pojęciem “praw im należnych”, gdy brakuje im rzeczowych argumentów, które mogłyby przekonać tych, którzy w ostatecznym rachunku za “realizację” tych “praw” będą musieli zapłacić. Tak właśnie jest w przypadku miejsc parkingowych, o czym pisze ekonomista Tyler Cowen na stronie The New York Times.

Nie jest moim celem powtarzanie ekonomicznej argumentacji przeciwko subsydiom, regulacjom ustalającym minimalne ilości miejsc parkingowych, itd. Jest to bardzo prosta ekonomia, co oczywiście oznacza, że przerasta możliwości pojmowania tzw. “opinii publicznej”. Zainteresowanych odsyłam do wspomnianego artykułu Cowena.

Chciałbym tylko zwrócić uwagę, że w Warszawie mamy do czynienia z patologiczną sytuacją dużej ilości tanich (niemal darmowych) miejsc parkingowych. Oczywiście, nie ma znaczenia ile wynosi cena “oficjalna”. Problemem jest jaki koszt w swojej kalkulacji ekonomincznej musi uwzględniać każdy warszawski kierowca. Pomijając kwestię abonamentów dla mieszkańców (pytanie dlaczego ktoś kto mieszka w centrum ma być z tego tytułu dotowany), jak podało ostatnio “Życie Warszawy” jedynie 3,3% niepłacących za postój dostaje mandaty, co oznacza, że nikt rozsądny za postój płacić nie powinien.

Nawet jeśli by podniesiono realne ceny parkingów miejskich (tzn. zwiększono ten śmieszny odsetek i jednocześnie zmieniono cenniki), to i tak nie rozwiązany pozostanie podstawowy problem, czyli kwestia kosztów alternatywnych takiego wykorzystania ogromnej ilości przestrzeni miejskiej, którą zajmują miejsca parkingowe. Czy ktoś w ogóle zastanawia się, ile rzeczywiście kosztuje nas Warszawa “przyjazna kierowcom”? To, że kosztów nie widać, gdyż są “ukryte” za regulacjami i wszelkiej maści subsydiami, to nie znaczy, że ich nie ma. Gdyby ktoś pokusił się o ich oszacowanie, na pewno lektura byłaby to interesująca lektura i oczywiście zostałaby całkowicie zignorowana.

Czy ktoś w ogóle zastanawia się, czy developerzy stawiający budynki w centrum Warszawy pozwoliliby sobie na stawianie przy nich parkingów, gdyby nie byli do tego zmuszeni przez regulacje prawne? To nie rynek odpowiada na popyt miejsc parkingowych i “zachęca” kierowców do dojeżdżania własnymi samochodami do centrum, co wiąże się z wypadkami, zanieczyszczeniem powietrza, zmarnowanym czasem w korkach, itd. To nie rynek jest odpowiedzialny za te “efekty zewnętrzne” (ang. externalities).

Cytując wspomnianą publikację w NYT: Za darmowe parkowanie płacą wszyscy z wyjątkiem kierowców.

“Rzeczpospolita” o blogach prawniczych

Polecam cały tekst, poniżej wyjątek:

Superaktywnym blogerem jest Mikołaj Barczentewicz, młody prawnik o zainteresowaniach wychodzących poza literę przepisów – takich jak filozofia, ekonomia, teoria prawa. – Nie jest to treść, którą można bezpośrednio pozyskać klientów, ale dobre kontakty w środowisku prawniczym jak najbardziej – tłumaczy. – Dla części blogerów prowadzenie blogu ma wartość samą w sobie.

Obecnie zaangażowany jest w trzy blogi. W jednym publikuje głównie dla siebie, pozostałe skierowane są do prawników, ich klientów oraz dziennikarzy. Mają kreować obraz prawnika jako eksperta w określonej specjalizacji. Zdaniem Mikołaja Barczentewicza blog jest rewelacyjnym narzędziem marketingowym, pozwala się wyróżnić, nie atakując klienta tak jak reklama.

31 Jul
2010

Does Roderick Long misdescribe Friedman?

Roderick Long in his interesting article “Realism and Abstraction in Economics: Aristotle and Mises versus Friedman” sets forth to prove Milton Friedman’s Methodology of Positive Economics guilty of employing Plato’s faulty view on abstraction instead of the proper Aristotelean one. I propose that Long misdescribes Friedman’s position and thus fails to achieve his stated goal of rebutting Friedman’s argument. Czytaj dalej >>

30 Jul
2010

Judge Napolitano on which one is more important: freedom or the Constitution

Today, I’ve had a great opportunity to ask Judge Andrew Napolitano a question that hounds me for some time now. Last week, on LewRockwell.com I tried to give an answer to the problem of the relationship between libertarianism and originalism in constitutional interpretation. My conclusion was that because originalism renders libertarian results most of the time, libertarians should endorse it. Still, the Constitution is not a libertarian manifesto, and it might happen that following it’s original public meaning would conflict with the principle of freedom. The question then is a normative one: what should a judge do in such a situation?

And that’s what I’ve asked Judge Napolitano about:

Myself:
Judge, when the principle of freedom and the Constitution conflict, which one should be paramount to US Justices who swore to uphold the Constitution? What’s more important: freedom or the Constitution?

Judge Andrew Napolitano:
Almost everybody who is a judge in the country today would probably answer: the Constitution. But I would argue that the Constitution embodies the natural law, and it is the duty of judges to uphold the natural law, no matter what the majority says. The whole purpose of the independent judiciary is to be the anti-democratic branch of government.

It would seem, that Judge really is an anarchist after all.

21 Jul
2010

Is Originalism Libertarian?

[The following text is a longer version of my LewRockwell.com publication]

When one hears Supreme Court nominee Elena Kagan confessing “We are all originalists” during her Senate hearing,[1] one might think that originalism is really in. But even if it is, what does it mean for libertarians? Ilya Shapiro recently suggested that originalism is ”necessarily libertarian.”[2] Is it really so? And what is originalism anyway? Some think that it is about judges abandoning “judicial activism” and accepting the original, libertarian understanding of the Constitution, the meaning the Framers intended to be preserved. It is not that easy though, and if libertarians want to engage in what promises to be a revival of the revolutionary doctrine (particularly disliked by zombies), they should understand both the advantages and limitations of the originalist interpretation of the Constitution. Czytaj dalej >>

9 Jul
2010

“Zgoda rządzonych” to fikcja

Koncepcja “zgody rządzonych” (słynne “Consent of the Governed” z Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczoych) pojawia się czasami jako rzekomy argument w dyskusji o legitymacji państwa. Pod wpływem lektury książki “Restoring the Lost Constitution” Randy’ego Barnetta (Georgetown University Law Cente) postanowiłem skompilować krótkie podsumowanie tego typu twierdzeń.

Ze “zgody rządzonych” jako podstawy legitymacji państwa ma wynikać moralny obowiązek przestrzegania prawa narzuconego przez jego funkcjonariuszy (wykonywania ich rozkazów). Zastanówmy się czy główne argumenty tego typu są skuteczne. Czytaj dalej >>

“Wprost” o polityce antymonopolowej

Sebastian Stodolak pisze we “Wprost”:

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów znowu mnie obronił. Obronił też Was, szanowni Czytelnicy. Przed czym? Przed zmowami cenowymi. W wyniku państwowej interwencji potanieje cement, elektronika, odzież, obuwie… Szkoda tylko, że są to pobożne życzenia.

Polecam lekturę całości. Sebastian powołuje się na Dominicka T. Armentano, którego książkę “Polityka antymonopolowa. Ochrona konkurencji?” udostępniam za darmo w moim tłumaczeniu. Polecam również krótki artykuł Thomasa J. DiLorenzo o początkach polityki antymonopolowej: “Paradoks antymonopolowych ekonomistów”.