<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Comments for Mikołaj Barczentewicz</title>
	<atom:link href="http://www.barczentewicz.com/comments/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.barczentewicz.com</link>
	<description>o prawie, filozofii i ekonomii</description>
	<lastBuildDate>Thu, 02 Feb 2012 13:11:27 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
	<item>
		<title>Comment on Jak &#8220;uzdrowić&#8221; służbę zdrowia? by Tomasz Piechowski</title>
		<link>http://www.barczentewicz.com/jak-uzdrowic-sluzbe-zdrowia/comment-page-1/#comment-3731</link>
		<dc:creator>Tomasz Piechowski</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 02 Feb 2012 13:11:27 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.barczentewicz.com/?p=802#comment-3731</guid>
		<description>„Zasada swobody umów jest podstawą funkcjonowania jakiegokolwiek społeczeństwa. Jeśli jesteśmy suwerennymi jednostkami odpowiedzialnymi za siebie i chcemy podejmować działania to musimy ponosić konsekwencje naszych wyborów. Możemy wybrać odmienną drogę- znieść zasadę swobody umów i odpowiedzialność przenieść na państwo ale wtedy tworzymy totalitaryzm, tego sobie życzysz?”

O, właśnie. Po raz kolejny dajesz świadectwo myślenia religijnego widząc sprawy jako prymitywną dychotomię. Albo możliwe jest przyjęcie zasady wolności umów jako panującej absolutnie we wszystkich sferach i nie doznającej wyjątków albo alternatywą jest totalitaryzm. Naprawdę nie możesz sobie wyobrazić wariantów pośrednich? Uważasz każde ograniczenie zasady wolności umów jako nieuzasadnione i zmierzające do totalitaryzmu? Dziwisz się, że ktoś może Cię uważać za fanatyka?
Co do odpowiedzialności za konsekwencje naszych działań, to żeby o takiej mówić, najpierw trzeba być świadomym tych konsekwencji i mimo tej świadomości odpowiednie działania podjąć. Chcesz mi powiedzieć, że większość populacji ma wystarczającą wiedzę, by konsekwencje leczenia nieprzebadanymi substancjami właściwie przewidzieć?

” To jak dopiero powinniśmy się chronić przed państwową certyfikacją, która nie ma interesu w tym żeby badania były przeprowadzone rzetelnie i nie musi dbać o reputację bo i tak jest monopolistą.”

Och, znowu wychodzi Twoje naiwne wyobrażenie państwa jako jednorodnego molocha. Uważasz, że pracownicy państwowych instytucji certyfikacyjnych nie są zainteresowani tym, co wychodzi z ich laboratoriów, z ich biur i spod ich piór? Afera z wprowadzeniem szkodliwego miałaby niewyobrażalny, dewastujący, także politycznie, zasięg. Uważasz, że w takim wypadku wszyscy, począwszy od niekompetentnego laboranta poprzez jego kierownika, prezesa urzędu od leków, po ministra (który przecież ostatecznie dopuszcza lek do obrotu) czy nawet premiera kryliby się wzajemnie tylko dlatego, że działają w strukturach państwowych i państwo ma monopol w tej dziedzinie? Naprawdę uważasz, że nie poleciałyby żadne głowy i że tak samo uważają ci, którzy pracują przy badaniach i atestach w związku z czym olewają swoją robotę? Nie wiesz jak działają takie struktury a co gorsza nie próbujesz popracować wyobraźnią i chłoniesz bajki, które są zgodne z Twoimi „aksjomatami”, nawet jeśli są nieprawdziwe. No i po raz kolejny, myślenie religijne. Myślisz, że tylko konkurencja jest jedynym bodźcem, który potrafi zapewnić efektywność działań, bo tak Ci powiedział Mises czy inny „austriak”..
Na koniec pytanie czysto empiryczne (chyba neoliberałowie nie stronią od empirii?). Obowiązek przeprowadzania badań klinicznych leków ma z grubsza 30 lat. To szmat czasu. Jeśli Twoja teoria o niedbaniu przez państwowych certyfikatorów o reputację jest prawdziwa, z pewnością będziesz mi w stanie rzucić kilkoma przykładami z tego okresu wprowadzenia do obrotu leków przebadanych niefachowo czy nierzetelnie z pełnym zlekceważeniem przez państwo skutków takiego wprowadzenia.

„Prywatny przedsiębiorca podlega systemowi kar i nagród w postaci zysku i możliwości bankructwa dlatego jest dużo bardziej wiarygodny niż państwowy instytut certyfikujący.”

Tylko w świecie idealnie sferycznych krów. W świecie krów czworonożnych można z łatwością dostrzec, że prywatna firma certyfikująca utrzymuje się ze środków od podmiotów zainteresowanych, żeby wyniki były „właściwe” i dlatego może zbankrutować (albo chociaż radzić sobie gorzej niż konkurenci), jeśli będzie odpowiednio rzetelna. I tylko w religii neoliberalnej takie bankructwo może być uważane za zdrowy objaw działania wolnego rynku.

„Poza tym w ideologię interwencjonizmu wpisany jest nierozwiązywalny dylemat”

On jest nierozwiązywalny, o ile postrzega się świat w kategoriach dychotomicznych (czyli przez aparat teoretyczny).. Po dostrzeżeniu subtelności, różnic w natężeniu różnych przymiotów i cech, można zaaplikować całkiem sprawnie działający system.

„Skoro przyjmujesz że prywatna firma może robić nierzetelne działania to skąd przekonanie że państwo będzie robić rzetelne? Czy człowiek zasiadając na urzędniczy stołek nagle zmienia swą zepsutą naturę w anioła? Czy raczej jest zupełnie odwrotnie?”

Po części odpowiedziałem Ci już wyżej. Poza tym nie mam żadnych idealistycznych wyobrażeń na temat ludzkiej natury. Raczej jestem świadomy jej słabości. Ale jeśli ktoś wierzy w jakąś magiczną moc miejsca, to raczej Ty przecież. To Ty uważasz, że działania prywatnego sektora są domyślnie właściwe a sektor państwowy jest obarczony nieusuwalną skazą. Nigdy nie twierdziłem, ze działania państwa są zawsze niezawodne, że są zawsze idealne i zawsze są lepsze niż działania prywatnych podmiotów. Na pewno państwowa piekarnia, producent samochodów a nawet producent leków, to niepotrzebne i nieefektywne gospodarowanie środkami. Moja teza jest taka, że na pewnych polach działania sektora prywatnego wiążą się z jeszcze większym ryzykiem i jeszcze większą niezawodnością i ewentualnych, negatywnych konsekwencji jego działań nie da się naprawić prostymi mechanizmami rynkowymi. Wcale nie uważam, że natura człowieka zmienia się w zależności od stołka. Uważam, że różnych okolicznościach różne stołki mogą pociągnąć za sobą inną ekspresję wad ludzkiej natury.

” Czy mogę się dowiedzieć na jakiej podstawie ufasz państwowej firmie certyfikującej? A jeśli państwowa firma się pomyli? Jeśli nie ignorujesz takiego ryzyka to jakoś się z nim godzisz. Można wiedzieć jak to usprawiedliwiasz? Poza kultem państwa, oczywiście”

Po pierwsze, jeśli ktoś tu jest wyznawcą jakiegoś kultu to raczej Ty. Nigdzie nie postulowałem, że na przykład państwo powinno produkować leki. Za to Ty rozciągasz obowiązywanie swojej doktryny na wszystkie płaszczyzny niezależnie od ich charakteru. Po drugie, uważam, że system państwowej certyfikacji w branży farmaceutycznej się sprawdza (choć oczywiście czekam na kontrprzykłady). Co do możliwości pomyłki, oczywiście liczę się z nią. Zresztą nigdy nie twierdziłem, że państwo jest nieomylne. Uważam natomiast, że prawdopodobieństwo pomyłki czy raczej „pomyłki” ze strony sektora prywatnego jest większe a każda, choćby pojedyncza, próba eksperymentowania w tej branży jest obarczona tak wielkim ryzykiem tragicznych, naprawdę tragicznych (żadne tam: straciłem 100 tys. na śmieciowych akcjach) konsekwencji, żeby darować sobie marzenia o idealnie sferycznych krowach. Co do konsekwencji pomyłki, pisałem już o tym wyżej ale póki nie porzucisz wyobrażenia państwa jako jednogłowego potwora, to nie spodziewam się, żebyś jakoś to przyswoił.

„Nie mam żadnej wyrozumiałości dla bogatych korporacji, dlatego chcę im odebrać aparat przy pomocy którego dokonują one swojej ekspansji i działań na szkodę biednych konsumentów- tym aparatem jest państwo.”

Jakież marksistowskie naleciałości u neoliberała!!! Delicious 

„Zastanawiam się czy używanie takiego emocjonalnego języka i tworzenie fikcyjnej kukły do bicia wynika z Twojego sofistycznego wyrachowania czy Ty po prostu nie kumasz mojej argumentacji.”

Niestety, postulat, żeby powiedzieć pacjentowi „jesteś sam sobie winien, jeśli wziąłeś nieprzebadany lek (bo przecież wiedziałeś tyle samo, co Twój kontrahent, he he he)” jest opowiedzeniem się po stronie korporacji niezależnie ile atramentu wylejesz i ile literek wystukasz na klawiaturze. Poza tym odpowiednia retoryka pozwala ładnie przetestować wierność doktrynie (czyli co dla Ciebie jest ważniejsze). Zdałeś test celująco.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>„Zasada swobody umów jest podstawą funkcjonowania jakiegokolwiek społeczeństwa. Jeśli jesteśmy suwerennymi jednostkami odpowiedzialnymi za siebie i chcemy podejmować działania to musimy ponosić konsekwencje naszych wyborów. Możemy wybrać odmienną drogę- znieść zasadę swobody umów i odpowiedzialność przenieść na państwo ale wtedy tworzymy totalitaryzm, tego sobie życzysz?”</p>
<p>O, właśnie. Po raz kolejny dajesz świadectwo myślenia religijnego widząc sprawy jako prymitywną dychotomię. Albo możliwe jest przyjęcie zasady wolności umów jako panującej absolutnie we wszystkich sferach i nie doznającej wyjątków albo alternatywą jest totalitaryzm. Naprawdę nie możesz sobie wyobrazić wariantów pośrednich? Uważasz każde ograniczenie zasady wolności umów jako nieuzasadnione i zmierzające do totalitaryzmu? Dziwisz się, że ktoś może Cię uważać za fanatyka?<br />
Co do odpowiedzialności za konsekwencje naszych działań, to żeby o takiej mówić, najpierw trzeba być świadomym tych konsekwencji i mimo tej świadomości odpowiednie działania podjąć. Chcesz mi powiedzieć, że większość populacji ma wystarczającą wiedzę, by konsekwencje leczenia nieprzebadanymi substancjami właściwie przewidzieć?</p>
<p>” To jak dopiero powinniśmy się chronić przed państwową certyfikacją, która nie ma interesu w tym żeby badania były przeprowadzone rzetelnie i nie musi dbać o reputację bo i tak jest monopolistą.”</p>
<p>Och, znowu wychodzi Twoje naiwne wyobrażenie państwa jako jednorodnego molocha. Uważasz, że pracownicy państwowych instytucji certyfikacyjnych nie są zainteresowani tym, co wychodzi z ich laboratoriów, z ich biur i spod ich piór? Afera z wprowadzeniem szkodliwego miałaby niewyobrażalny, dewastujący, także politycznie, zasięg. Uważasz, że w takim wypadku wszyscy, począwszy od niekompetentnego laboranta poprzez jego kierownika, prezesa urzędu od leków, po ministra (który przecież ostatecznie dopuszcza lek do obrotu) czy nawet premiera kryliby się wzajemnie tylko dlatego, że działają w strukturach państwowych i państwo ma monopol w tej dziedzinie? Naprawdę uważasz, że nie poleciałyby żadne głowy i że tak samo uważają ci, którzy pracują przy badaniach i atestach w związku z czym olewają swoją robotę? Nie wiesz jak działają takie struktury a co gorsza nie próbujesz popracować wyobraźnią i chłoniesz bajki, które są zgodne z Twoimi „aksjomatami”, nawet jeśli są nieprawdziwe. No i po raz kolejny, myślenie religijne. Myślisz, że tylko konkurencja jest jedynym bodźcem, który potrafi zapewnić efektywność działań, bo tak Ci powiedział Mises czy inny „austriak”..<br />
Na koniec pytanie czysto empiryczne (chyba neoliberałowie nie stronią od empirii?). Obowiązek przeprowadzania badań klinicznych leków ma z grubsza 30 lat. To szmat czasu. Jeśli Twoja teoria o niedbaniu przez państwowych certyfikatorów o reputację jest prawdziwa, z pewnością będziesz mi w stanie rzucić kilkoma przykładami z tego okresu wprowadzenia do obrotu leków przebadanych niefachowo czy nierzetelnie z pełnym zlekceważeniem przez państwo skutków takiego wprowadzenia.</p>
<p>„Prywatny przedsiębiorca podlega systemowi kar i nagród w postaci zysku i możliwości bankructwa dlatego jest dużo bardziej wiarygodny niż państwowy instytut certyfikujący.”</p>
<p>Tylko w świecie idealnie sferycznych krów. W świecie krów czworonożnych można z łatwością dostrzec, że prywatna firma certyfikująca utrzymuje się ze środków od podmiotów zainteresowanych, żeby wyniki były „właściwe” i dlatego może zbankrutować (albo chociaż radzić sobie gorzej niż konkurenci), jeśli będzie odpowiednio rzetelna. I tylko w religii neoliberalnej takie bankructwo może być uważane za zdrowy objaw działania wolnego rynku.</p>
<p>„Poza tym w ideologię interwencjonizmu wpisany jest nierozwiązywalny dylemat”</p>
<p>On jest nierozwiązywalny, o ile postrzega się świat w kategoriach dychotomicznych (czyli przez aparat teoretyczny).. Po dostrzeżeniu subtelności, różnic w natężeniu różnych przymiotów i cech, można zaaplikować całkiem sprawnie działający system.</p>
<p>„Skoro przyjmujesz że prywatna firma może robić nierzetelne działania to skąd przekonanie że państwo będzie robić rzetelne? Czy człowiek zasiadając na urzędniczy stołek nagle zmienia swą zepsutą naturę w anioła? Czy raczej jest zupełnie odwrotnie?”</p>
<p>Po części odpowiedziałem Ci już wyżej. Poza tym nie mam żadnych idealistycznych wyobrażeń na temat ludzkiej natury. Raczej jestem świadomy jej słabości. Ale jeśli ktoś wierzy w jakąś magiczną moc miejsca, to raczej Ty przecież. To Ty uważasz, że działania prywatnego sektora są domyślnie właściwe a sektor państwowy jest obarczony nieusuwalną skazą. Nigdy nie twierdziłem, ze działania państwa są zawsze niezawodne, że są zawsze idealne i zawsze są lepsze niż działania prywatnych podmiotów. Na pewno państwowa piekarnia, producent samochodów a nawet producent leków, to niepotrzebne i nieefektywne gospodarowanie środkami. Moja teza jest taka, że na pewnych polach działania sektora prywatnego wiążą się z jeszcze większym ryzykiem i jeszcze większą niezawodnością i ewentualnych, negatywnych konsekwencji jego działań nie da się naprawić prostymi mechanizmami rynkowymi. Wcale nie uważam, że natura człowieka zmienia się w zależności od stołka. Uważam, że różnych okolicznościach różne stołki mogą pociągnąć za sobą inną ekspresję wad ludzkiej natury.</p>
<p>” Czy mogę się dowiedzieć na jakiej podstawie ufasz państwowej firmie certyfikującej? A jeśli państwowa firma się pomyli? Jeśli nie ignorujesz takiego ryzyka to jakoś się z nim godzisz. Można wiedzieć jak to usprawiedliwiasz? Poza kultem państwa, oczywiście”</p>
<p>Po pierwsze, jeśli ktoś tu jest wyznawcą jakiegoś kultu to raczej Ty. Nigdzie nie postulowałem, że na przykład państwo powinno produkować leki. Za to Ty rozciągasz obowiązywanie swojej doktryny na wszystkie płaszczyzny niezależnie od ich charakteru. Po drugie, uważam, że system państwowej certyfikacji w branży farmaceutycznej się sprawdza (choć oczywiście czekam na kontrprzykłady). Co do możliwości pomyłki, oczywiście liczę się z nią. Zresztą nigdy nie twierdziłem, że państwo jest nieomylne. Uważam natomiast, że prawdopodobieństwo pomyłki czy raczej „pomyłki” ze strony sektora prywatnego jest większe a każda, choćby pojedyncza, próba eksperymentowania w tej branży jest obarczona tak wielkim ryzykiem tragicznych, naprawdę tragicznych (żadne tam: straciłem 100 tys. na śmieciowych akcjach) konsekwencji, żeby darować sobie marzenia o idealnie sferycznych krowach. Co do konsekwencji pomyłki, pisałem już o tym wyżej ale póki nie porzucisz wyobrażenia państwa jako jednogłowego potwora, to nie spodziewam się, żebyś jakoś to przyswoił.</p>
<p>„Nie mam żadnej wyrozumiałości dla bogatych korporacji, dlatego chcę im odebrać aparat przy pomocy którego dokonują one swojej ekspansji i działań na szkodę biednych konsumentów- tym aparatem jest państwo.”</p>
<p>Jakież marksistowskie naleciałości u neoliberała!!! Delicious </p>
<p>„Zastanawiam się czy używanie takiego emocjonalnego języka i tworzenie fikcyjnej kukły do bicia wynika z Twojego sofistycznego wyrachowania czy Ty po prostu nie kumasz mojej argumentacji.”</p>
<p>Niestety, postulat, żeby powiedzieć pacjentowi „jesteś sam sobie winien, jeśli wziąłeś nieprzebadany lek (bo przecież wiedziałeś tyle samo, co Twój kontrahent, he he he)” jest opowiedzeniem się po stronie korporacji niezależnie ile atramentu wylejesz i ile literek wystukasz na klawiaturze. Poza tym odpowiednia retoryka pozwala ładnie przetestować wierność doktrynie (czyli co dla Ciebie jest ważniejsze). Zdałeś test celująco.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Comment on Jak &#8220;uzdrowić&#8221; służbę zdrowia? by Tomasz Piechowski</title>
		<link>http://www.barczentewicz.com/jak-uzdrowic-sluzbe-zdrowia/comment-page-1/#comment-3730</link>
		<dc:creator>Tomasz Piechowski</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 02 Feb 2012 13:10:06 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.barczentewicz.com/?p=802#comment-3730</guid>
		<description>&quot;Piszesz to w sposób jakby państwo eliminowało to ryzyko, a nie robi tego. &quot;

Nigdzie nie wspomniałem o całkowitym wyeliminowaniu ryzyka. Twierdzę, że egzekwowanie przez państwo obowiązku przeprowadzania badań klinicznych znacząco zmniejsza ryzyko.

&quot;To na co nie mogę się zgodzić to arbitralna decyzja obcego podmiotu, który w ramach obowiązującego prawa i przy pomocy przemocy, może zabronić mi składać wzajemne i skuteczne oświadczenie woli co do podjęcia kontraktu z innym człowiekiem.&quot;

Państwo zabrania Ci także zlecenia zabójstwa, wynajęcia 30-metrowej sutereny za 10 000 miesięcznie i zawarcia jeszcze paru innych umów. Oczywiście motywy takich zakazów są różnorakie i na pewno nie takie same jak w dyskutowanym przypadku, ale warto wskazać je przykładowo, żeby pomóc zauważyć, że zasada wolności umów nie jest traktowana (i chyba nigdy nie była) jako coś absolutnego.
W dyskutowanym przypadku państwo nie tyle zakazuje Tobie kupowania nieprzebadanych leków, ile zakazuje farmakorpom wprowadzania ich na rynek. Tak, w jednym przypadku na 1000 zapewne na tym stracisz, bo będziesz chory i póki badania się skończą, zdążysz umrzeć. Ale w pozostałych 999 przypadkach raczej zyskasz, bo bez państwowej kontroli zdesperowany całkowicie nieracjonalnie chwytając się wszelkich możliwych nadziei sięgniesz po lek, który korporacja reklamowała jako „prawie nie powodujący efektów ubocznych”. Akurat w sprawach medycznych założenie o racjonalności podejmowanych decyzji łatwo może zostać sfalsyfikowane, co po dodaniu do asymetrii informacyjnej między producentem leków a pacjentem, w pełni usprawiedliwia państwowy parasol nad branżą. 
Poza tym, czy na pewno decyzja państwa jest arbitralna? Państwo zakazuje wprowadzania do obrotu leków nieprzetestowanych. Czy zdrowie i życie ewentualnych konsumentów takich leków to wartość czysto arbitralna? Tak, ochrona życia i zdrowia tych potencjalnych konsumentów może negatywnie odbić się na wolnej konkurencji ale czy zdrowie i życie tych ludzi to wartość na tyle abstrakcyjna, by poświęcić ją na rzecz wolnej konkurencji? Czy wreszcie utrata przez tych konsumentów zdrowia i życia oraz dalsze gospodarcze konsekwencje tych zdarzeń na pewno zostałyby zrównoważone przez pozytywne efekty wolnej konkurencji? Znasz może jakieś liczby, badania, analizy?
No i dlaczego uważasz, że Twoje prawo do zawierania dowolnych umów jest ważniejsze od prawa innych do zachowania życia i zdrowia (choćby już nienajlepszego)?

„tylko za zniesieniem kontroli sprawowanej przez państwo”

Wiemy, wiemy. Firmy certyfikacyjne takie jak agencje ratingowe i firmy audytorskie. Jeśli fakty nie pasują do teorii, tym gorzej dla faktów.

„jako instytucja wykazało ono swoją niewydolność i kosztowność w zakresie dostarczania potrzebnych usług i produktów dla społeczeństwa”

Ileż to niebezpiecznych dla życia i zdrowia leków przeszło przez niewydolną państwową machinę kontroli po aferze talidomidu? Rzucisz przykładami?

„Chcesz mi powiedzieć, że jak chronicznie boli mnie głowa i idę do apteki po apap to nie działam racjonalnie? Jeśli przyjąć Twoją definicję racjonalności to żaden człowiek nigdy nie działa racjonalnie.”

Po pierwsze, chcę Ci powiedzieć, że chroniczna migrena to nie jest najgorszy ból przez jaki przechodzą chorzy ludzie i jeśli tylko na tyle pozwala Ci Twoja wyobraźnia, to oznacza, że albo jesteś bardzo młodym człowiekiem, który niewiele widział albo jesteś, eufemistycznie ujmując, mało spostrzegawczy.
Poza tym, właśnie dlatego, że apap jest przebadany Twoje działanie można uznać za racjonalne, gdyż polegasz na wiedzy pozyskanej przez bardziej kompetentnych od siebie i możesz na podstawie tej wiedzy rzetelnie ocenić swój bilans korzyści. Natomiast, kupno leku nieprzetestowanego byłoby działaniem nieracjonalnym, gdyż taki bilans byłby oparty na wiadomościach od zainteresowanego (producenta leku) oraz wpływałby na niego Twój stan („jest tak źle, że muszę spróbować wszystkiego, bo już gorzej być nie może” – choć oczywiście może być gorzej, ale skąd Ty albo Twój lekarz możecie to wiedzieć, skoro nie było żadnych badań albo zostały przeprowadzone bez zachowania stosownych standardów)..
Ale w ogóle to dochodzisz trochę okrężną drogą do nienajgorszych wniosków. Wiele zachowań ludzkich jest nieracjonalna i teoria ekonomiczna, która nie uwzględnia tego czynnika przypomina geometrię, która chciałaby mierzyć idealnie sferyczne krowy. Niestety, krowy nie są sferyczne a ludzie nie są w pełni racjonalni. Deal with it.

„Idąc wygłodzony do sklepu nie działałbym racjonalnie bo przecież miałby na mnie wpływ bardzo silny pierwotny bodziec, który skłaniałby mnie do robienia przeszacowanych zakupów.”

Nawet nie wiesz jak jesteś bliski rzeczywistości. Rady, by nie iść do supermarketu na głodnego, bo można kupić więcej niż potrzeba (a nawet więcej niż się założyło!!!), naprawdę mają mocne uzasadnienie w schematach ludzkich zachowań.

„Jeśli przyjmujesz, że człowiek będący w chronicznym bólu czy chorobie nie podejmuje decyzji racjonalnie”

Jest na pewno bardziej podatny na manipulacje. Nie twierdzę, że zawsze i każdy podejmie nieracjonalna decyzję ale chyba przyznasz, że skłonność do ryzyka jest dużo wyższa w takim stanie.

„rozsądnym rozwiązaniem byłoby w ogóle zabronić mu kupować leków na własny użytek, bo przecież kiedy ktoś podejmuje decyzje nieracjonalnie pod wpływem impulsu, naturalnie działa na swoją szkodę, co więcej robi to nieświadomie.”

Nie. Rozsądnym rozwiązaniem jest kilkustopniowy system decyzyjny. Odpowiednia instytucja testuje leki, inna kontroluje rzetelność testów i zachowanie stosownych procedur i standardów a lekarz, po ocenie stanu pacjenta, decyduje czy lek mu zaaplikować. W praktyce oznacza to, że, faktycznie, pacjent wielu leków nigdy sobie samodzielnie na własny użytek nie kupi. Dziwne, że jeszcze tego nie zauważyłeś i zgłaszasz jakieś postulaty. Oczywiście może sobie kupić leki, które mu nie zaszkodzą ale pewnie uważasz podział leków na szkodliwe/nieszkodliwe za arbitralny.
Dziwne też, że nie zauważyłeś, że medycyna ma to do siebie, że decyzje nieracjonalne są silnie skorelowane z decyzjami szkodliwymi dla zdrowia. Oczywiście, żeby była jasność, to nie oznacza, że wszystkie decyzje racjonalne są korzystne dla pacjenta ale nie ma co ukrywać, że szansa powodzenia jest dużo wyższa niż przy decyzjach podjętych pod wpływem impulsu. 

Nie chcę przytaczać wszystkich akapitów o firmach mięsnych. Powiem tylko, że wolę zjeść zdrowe mięso niż cieszyć się z absolutnie wolnej konkurencji między producentami, jeśli mieliby konkurować między sobą także standardami sanitarnymi. Oczywiście w idealnym świecie (świecie sferycznych krów) producenci przyjęliby odpowiednie standardy samodzielnie bez presji. Jednakże w naszym świecie będzie to albo presja państwa, która odbije się na wolnej konkurencji albo presja rynku, która zanim przyniesie swój skutek, to pochłonie ileś tam ludzkich istnień. Ja wybieram tę pierwszą możliwość. Także dlatego, że jestem sobie w stanie wyobrazić kartel producentów, którzy porozumieją się w sprawie nieprzestrzegania odpowiednich standardów sanitarnych. I naprawdę, z dwojga złego, wolę już kartel cenowy.
Jeszcze jedno. Dlaczego wyeliminowanie drobnicy producentów przez sanepidowskie inspekcje jest złe a takie samo wyeliminowanie ich przez wolny rynek jest dobre? Bo jak rozumiem postulujesz, żeby producenci niespełniający standardów byli eliminowani przez decyzje konsumentów. Pomijając pytanie dlaczego chcesz ryzykować życiem i zdrowiem konsumentów, to po co czekać na bankructwo producenta?

” Wykazałem Ci we wcześniejszych wypowiedziach, że państwo jako podmiot certyfikujący jest znacznie mniej wiarygodny niż jakikolwiek podmiot prywatny”

Po pierwsze nie wykazałeś, tylko powtórzyłeś slogany, bo nawet w branży medycznej nie jesteś w stanie podać jednego przykładu leku wpuszczonego na rynek, który by spowodował znaczące szkody. A po drugie, ja Ci podałem przykłady firm certyfikujących, które sprzeniewierzyły się swojej, he he he, misji. I o ile od biedy można powiedzieć, że rynek wymiótł Andersena, to powtarzam pytanie: ile agencji ratingowych wypadło z rynku z powodu błędnych certyfikatów?

„państwo tworząc uznaniowe normy”

Na razie się sprawdzają. Po co to zmieniać?

„ograniczając nowym podmiotom wejście na rynek”

Nie chcę nowych podmiotów. Chcę bezpiecznych leków. I jak tu nie twierdzić, że nie jesteś wyznawcą religii? Tylko „wolny rynek, wolna konkurencja, hare kryszna”. Żadnej konfrontacji z rzeczywistością.

” Rozwój jest hamowany przez koszty, bo te środki można by przeznaczyć na nowe badania, technologie, i tym samym leczyć choroby”

Tak by było w idealnym świecie idealnie sferycznych krów. W świecie, w którym żyjemy, nadwyżki będą raczej przeznaczone na nowy odrzutowiec dla CEO albo na wyższą sumę złotego spadochrony, kiedy już odejdzie. Nie, to nie jest korzystne dla potencjalnych pacjentów.

„To jest jak ze zbitą szybą u Bastiata”

Porównujesz obowiązek przeprowadzania badań klinicznych ze zbitą szybą? Zbita szyba to zysk tylko dla szklarza. Badania kliniczne to ochrona przez ogromnymi stratami tych, którzy straciliby dochody, majątek, życie i zdrowie przez leczenie się nieprzebadanymi substancjami. Badania kliniczne to jest ochrona przed zbiciem szyby, na której zarobiliby tylko prawnicy, ubezpieczeniowcy i ewentualnie dom pogrzebowy. Chyba że dla Ciebie zbitą szybą jest brak odrzutowca dla CEO albo mniej złota w jego złotym spadochronie ale wtedy naprawdę nie spodziewaj się, że ktoś neoliberalizm w jakiejkolwiek postaci będzie traktować poważnie.

„Nie zwykłem odnosić się do ScienceFiction.”

Ale weź może poczytaj trochę w życiu. Dowiesz się na przykład do czego były zdolne kompanie tytoniowe w Stanach, byle tylko wyniki badań nie wypłynęły na światło dzienne. Dlaczego przyzwoitszego zachowania spodziewasz się po korporacjach farmaceutycznych? Zresztą, jak poszukasz głębiej, znajdziesz różne kwiatki także z tej branży.

„A widzisz żebym w którymś momencie swojej wypowiedzi użył kwantyfikatora ZAWSZE?”

Ale jeśli nie w przypadku leków, to kiedy? Branża farmaceutyczna to jest ładny test na to czy neoliberalizm jeszcze chce coś opisać czy już oderwał się od rzeczywistości i zajmuje się wyłącznie prozelityzmem. Na jednej szali mamy zdrowie i/lub życie (czyli chyba najistotniejsze wartości warte ochrony) potencjalnych pacjentów, którzy w konfrontacji, zarówno rozumianej dosłownie jak i metaforycznie jako możliwość rzetelnej oceny szans i ryzyka, z kontrahentem (producentem leku) stoją na przegranej pozycji niemal we wszystkich aspektach. Po drugiej stronie mamy ideały neoliberalne – wolny rynek, wolna konkurencja, postulat nieinterwencji państwa. Jeżeli nawet w tak wrażliwym obszarze neoliberałowie ignorują rzeczywistość i wolą wierzyć, że sumy zaoszczędzone na badaniach obowiązkowych zostaną przeznaczone na poszukiwania nowych leków, jeżeli nawet wtedy wolą pozostać wierni swoim dogmatom odsuwając na bok ochronę życia i zdrowia, to tak, użycie przeze mnie kwantyfikatora ZAWSZE było uprawnione i tak, neoliberalizm nie jest już teorią a stał się religią.

„Państwo zmusza WSZYSTKICH swoich poddanych by realizowali jego wolę”

I to byłby dla mnie problem, gdybym żył w niedemokratycznej dyktaturze. Dlatego ten argument jakoś mnie nie wzrusza.

„a wolny rynek mówi- chcesz to korzystaj, nie to nie.”

I to wystarcza dla rynku pieczywa ale nie dla rynku leków.

„ponoszę incydentalne negatywne konsekwencje wybranych podmiotów prywatnych”

Twoja perspektywa jest ważna ale z perspektywy społeczeństwa jest tylko jedną z wielu. Z perspektywy społeczeństwa „incydentalna” negatywna konsekwencja działań podmiotu prywatnego może nieść za sobą szkody na dużą skalę. Chyba, że felerny lek miałbyś wziąć tylko Ty jeden .

” Skoro każda regulacja może być nadużyta, to w wypadku kiedy tę regulację wykonuje podmiot odpowiedzialny przed samym sobą, prawdopodobieństwo że tak właśnie się stanie, graniczy z pewnością.’

Czyżbyś postulował zniesienie kodeksu karnego? Po drugie, co rozumiesz przez sformułowanie podmiot odpowiedzialny sam przed sobą? Wiesz jak działa państwo? Wiesz jak działa choćby urząd? Twierdzisz, że ktoś kto czyni coś w imieniu państwa nie może odpowiedzieć za swoje działania, bo ochronią go inni tylko dlatego, że też działają w strukturach państwa? Jaka odpowiedzialność by Cię satysfakcjonowała? Jestem świadom, że neoliberałowie uwielbiają malowniczo personifikować państwo (socjalistyczny Behemoth, Lewiatan) ale wyobrażenie, że jest to istota, której wszystkie składowe działają jak jeden organizm pod rządami jednej woli, jest ogromnym uproszczeniem, jeśli nie wręcz prymitywne. Skonkretyzuj to, proszę, bo naprawdę nie wiem o co chodzi.

„Tym samym ekonomia nie może być nauką w myśl Twojej doktryny.”

Jeśli dla kogoś rozróżnienia między natural sciences a social sciences są zbyt subtelne, to mogę poprzestać na stwierdzeniu, że ekonomia nie jest nauka, bo dłuższa dyskusja i tak nie ma sensu. Tak naprawdę jednak uważam, że ekonomii bliżej oczywiście do jurysprudencji niż do fizyki, co nie pozbawia jej przymiotu naukowości. Uwzględnienie tej okoliczności pozwala jednak na uświadomienie sobie ograniczeń z niej wynikających. Tu możesz znaleźć sporo źródeł:
http://leiterreports.typepad.com/blog/2004/10/is_economics_a_.html

„Merytorycznie bezwartościowe etykietowanie, poniżej poziomu, w którym zwykłem prowadzić dyskusję.”

Jak merytorycznie bezwartościowe, skoro każdym zdaniem pokazujesz, że dla Ciebie w przypadkach, gdy fakty świadczą przeciw teorii, to tym gorzej dla faktów?</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>&#8220;Piszesz to w sposób jakby państwo eliminowało to ryzyko, a nie robi tego. &#8221;</p>
<p>Nigdzie nie wspomniałem o całkowitym wyeliminowaniu ryzyka. Twierdzę, że egzekwowanie przez państwo obowiązku przeprowadzania badań klinicznych znacząco zmniejsza ryzyko.</p>
<p>&#8220;To na co nie mogę się zgodzić to arbitralna decyzja obcego podmiotu, który w ramach obowiązującego prawa i przy pomocy przemocy, może zabronić mi składać wzajemne i skuteczne oświadczenie woli co do podjęcia kontraktu z innym człowiekiem.&#8221;</p>
<p>Państwo zabrania Ci także zlecenia zabójstwa, wynajęcia 30-metrowej sutereny za 10 000 miesięcznie i zawarcia jeszcze paru innych umów. Oczywiście motywy takich zakazów są różnorakie i na pewno nie takie same jak w dyskutowanym przypadku, ale warto wskazać je przykładowo, żeby pomóc zauważyć, że zasada wolności umów nie jest traktowana (i chyba nigdy nie była) jako coś absolutnego.<br />
W dyskutowanym przypadku państwo nie tyle zakazuje Tobie kupowania nieprzebadanych leków, ile zakazuje farmakorpom wprowadzania ich na rynek. Tak, w jednym przypadku na 1000 zapewne na tym stracisz, bo będziesz chory i póki badania się skończą, zdążysz umrzeć. Ale w pozostałych 999 przypadkach raczej zyskasz, bo bez państwowej kontroli zdesperowany całkowicie nieracjonalnie chwytając się wszelkich możliwych nadziei sięgniesz po lek, który korporacja reklamowała jako „prawie nie powodujący efektów ubocznych”. Akurat w sprawach medycznych założenie o racjonalności podejmowanych decyzji łatwo może zostać sfalsyfikowane, co po dodaniu do asymetrii informacyjnej między producentem leków a pacjentem, w pełni usprawiedliwia państwowy parasol nad branżą.<br />
Poza tym, czy na pewno decyzja państwa jest arbitralna? Państwo zakazuje wprowadzania do obrotu leków nieprzetestowanych. Czy zdrowie i życie ewentualnych konsumentów takich leków to wartość czysto arbitralna? Tak, ochrona życia i zdrowia tych potencjalnych konsumentów może negatywnie odbić się na wolnej konkurencji ale czy zdrowie i życie tych ludzi to wartość na tyle abstrakcyjna, by poświęcić ją na rzecz wolnej konkurencji? Czy wreszcie utrata przez tych konsumentów zdrowia i życia oraz dalsze gospodarcze konsekwencje tych zdarzeń na pewno zostałyby zrównoważone przez pozytywne efekty wolnej konkurencji? Znasz może jakieś liczby, badania, analizy?<br />
No i dlaczego uważasz, że Twoje prawo do zawierania dowolnych umów jest ważniejsze od prawa innych do zachowania życia i zdrowia (choćby już nienajlepszego)?</p>
<p>„tylko za zniesieniem kontroli sprawowanej przez państwo”</p>
<p>Wiemy, wiemy. Firmy certyfikacyjne takie jak agencje ratingowe i firmy audytorskie. Jeśli fakty nie pasują do teorii, tym gorzej dla faktów.</p>
<p>„jako instytucja wykazało ono swoją niewydolność i kosztowność w zakresie dostarczania potrzebnych usług i produktów dla społeczeństwa”</p>
<p>Ileż to niebezpiecznych dla życia i zdrowia leków przeszło przez niewydolną państwową machinę kontroli po aferze talidomidu? Rzucisz przykładami?</p>
<p>„Chcesz mi powiedzieć, że jak chronicznie boli mnie głowa i idę do apteki po apap to nie działam racjonalnie? Jeśli przyjąć Twoją definicję racjonalności to żaden człowiek nigdy nie działa racjonalnie.”</p>
<p>Po pierwsze, chcę Ci powiedzieć, że chroniczna migrena to nie jest najgorszy ból przez jaki przechodzą chorzy ludzie i jeśli tylko na tyle pozwala Ci Twoja wyobraźnia, to oznacza, że albo jesteś bardzo młodym człowiekiem, który niewiele widział albo jesteś, eufemistycznie ujmując, mało spostrzegawczy.<br />
Poza tym, właśnie dlatego, że apap jest przebadany Twoje działanie można uznać za racjonalne, gdyż polegasz na wiedzy pozyskanej przez bardziej kompetentnych od siebie i możesz na podstawie tej wiedzy rzetelnie ocenić swój bilans korzyści. Natomiast, kupno leku nieprzetestowanego byłoby działaniem nieracjonalnym, gdyż taki bilans byłby oparty na wiadomościach od zainteresowanego (producenta leku) oraz wpływałby na niego Twój stan („jest tak źle, że muszę spróbować wszystkiego, bo już gorzej być nie może” – choć oczywiście może być gorzej, ale skąd Ty albo Twój lekarz możecie to wiedzieć, skoro nie było żadnych badań albo zostały przeprowadzone bez zachowania stosownych standardów)..<br />
Ale w ogóle to dochodzisz trochę okrężną drogą do nienajgorszych wniosków. Wiele zachowań ludzkich jest nieracjonalna i teoria ekonomiczna, która nie uwzględnia tego czynnika przypomina geometrię, która chciałaby mierzyć idealnie sferyczne krowy. Niestety, krowy nie są sferyczne a ludzie nie są w pełni racjonalni. Deal with it.</p>
<p>„Idąc wygłodzony do sklepu nie działałbym racjonalnie bo przecież miałby na mnie wpływ bardzo silny pierwotny bodziec, który skłaniałby mnie do robienia przeszacowanych zakupów.”</p>
<p>Nawet nie wiesz jak jesteś bliski rzeczywistości. Rady, by nie iść do supermarketu na głodnego, bo można kupić więcej niż potrzeba (a nawet więcej niż się założyło!!!), naprawdę mają mocne uzasadnienie w schematach ludzkich zachowań.</p>
<p>„Jeśli przyjmujesz, że człowiek będący w chronicznym bólu czy chorobie nie podejmuje decyzji racjonalnie”</p>
<p>Jest na pewno bardziej podatny na manipulacje. Nie twierdzę, że zawsze i każdy podejmie nieracjonalna decyzję ale chyba przyznasz, że skłonność do ryzyka jest dużo wyższa w takim stanie.</p>
<p>„rozsądnym rozwiązaniem byłoby w ogóle zabronić mu kupować leków na własny użytek, bo przecież kiedy ktoś podejmuje decyzje nieracjonalnie pod wpływem impulsu, naturalnie działa na swoją szkodę, co więcej robi to nieświadomie.”</p>
<p>Nie. Rozsądnym rozwiązaniem jest kilkustopniowy system decyzyjny. Odpowiednia instytucja testuje leki, inna kontroluje rzetelność testów i zachowanie stosownych procedur i standardów a lekarz, po ocenie stanu pacjenta, decyduje czy lek mu zaaplikować. W praktyce oznacza to, że, faktycznie, pacjent wielu leków nigdy sobie samodzielnie na własny użytek nie kupi. Dziwne, że jeszcze tego nie zauważyłeś i zgłaszasz jakieś postulaty. Oczywiście może sobie kupić leki, które mu nie zaszkodzą ale pewnie uważasz podział leków na szkodliwe/nieszkodliwe za arbitralny.<br />
Dziwne też, że nie zauważyłeś, że medycyna ma to do siebie, że decyzje nieracjonalne są silnie skorelowane z decyzjami szkodliwymi dla zdrowia. Oczywiście, żeby była jasność, to nie oznacza, że wszystkie decyzje racjonalne są korzystne dla pacjenta ale nie ma co ukrywać, że szansa powodzenia jest dużo wyższa niż przy decyzjach podjętych pod wpływem impulsu. </p>
<p>Nie chcę przytaczać wszystkich akapitów o firmach mięsnych. Powiem tylko, że wolę zjeść zdrowe mięso niż cieszyć się z absolutnie wolnej konkurencji między producentami, jeśli mieliby konkurować między sobą także standardami sanitarnymi. Oczywiście w idealnym świecie (świecie sferycznych krów) producenci przyjęliby odpowiednie standardy samodzielnie bez presji. Jednakże w naszym świecie będzie to albo presja państwa, która odbije się na wolnej konkurencji albo presja rynku, która zanim przyniesie swój skutek, to pochłonie ileś tam ludzkich istnień. Ja wybieram tę pierwszą możliwość. Także dlatego, że jestem sobie w stanie wyobrazić kartel producentów, którzy porozumieją się w sprawie nieprzestrzegania odpowiednich standardów sanitarnych. I naprawdę, z dwojga złego, wolę już kartel cenowy.<br />
Jeszcze jedno. Dlaczego wyeliminowanie drobnicy producentów przez sanepidowskie inspekcje jest złe a takie samo wyeliminowanie ich przez wolny rynek jest dobre? Bo jak rozumiem postulujesz, żeby producenci niespełniający standardów byli eliminowani przez decyzje konsumentów. Pomijając pytanie dlaczego chcesz ryzykować życiem i zdrowiem konsumentów, to po co czekać na bankructwo producenta?</p>
<p>” Wykazałem Ci we wcześniejszych wypowiedziach, że państwo jako podmiot certyfikujący jest znacznie mniej wiarygodny niż jakikolwiek podmiot prywatny”</p>
<p>Po pierwsze nie wykazałeś, tylko powtórzyłeś slogany, bo nawet w branży medycznej nie jesteś w stanie podać jednego przykładu leku wpuszczonego na rynek, który by spowodował znaczące szkody. A po drugie, ja Ci podałem przykłady firm certyfikujących, które sprzeniewierzyły się swojej, he he he, misji. I o ile od biedy można powiedzieć, że rynek wymiótł Andersena, to powtarzam pytanie: ile agencji ratingowych wypadło z rynku z powodu błędnych certyfikatów?</p>
<p>„państwo tworząc uznaniowe normy”</p>
<p>Na razie się sprawdzają. Po co to zmieniać?</p>
<p>„ograniczając nowym podmiotom wejście na rynek”</p>
<p>Nie chcę nowych podmiotów. Chcę bezpiecznych leków. I jak tu nie twierdzić, że nie jesteś wyznawcą religii? Tylko „wolny rynek, wolna konkurencja, hare kryszna”. Żadnej konfrontacji z rzeczywistością.</p>
<p>” Rozwój jest hamowany przez koszty, bo te środki można by przeznaczyć na nowe badania, technologie, i tym samym leczyć choroby”</p>
<p>Tak by było w idealnym świecie idealnie sferycznych krów. W świecie, w którym żyjemy, nadwyżki będą raczej przeznaczone na nowy odrzutowiec dla CEO albo na wyższą sumę złotego spadochrony, kiedy już odejdzie. Nie, to nie jest korzystne dla potencjalnych pacjentów.</p>
<p>„To jest jak ze zbitą szybą u Bastiata”</p>
<p>Porównujesz obowiązek przeprowadzania badań klinicznych ze zbitą szybą? Zbita szyba to zysk tylko dla szklarza. Badania kliniczne to ochrona przez ogromnymi stratami tych, którzy straciliby dochody, majątek, życie i zdrowie przez leczenie się nieprzebadanymi substancjami. Badania kliniczne to jest ochrona przed zbiciem szyby, na której zarobiliby tylko prawnicy, ubezpieczeniowcy i ewentualnie dom pogrzebowy. Chyba że dla Ciebie zbitą szybą jest brak odrzutowca dla CEO albo mniej złota w jego złotym spadochronie ale wtedy naprawdę nie spodziewaj się, że ktoś neoliberalizm w jakiejkolwiek postaci będzie traktować poważnie.</p>
<p>„Nie zwykłem odnosić się do ScienceFiction.”</p>
<p>Ale weź może poczytaj trochę w życiu. Dowiesz się na przykład do czego były zdolne kompanie tytoniowe w Stanach, byle tylko wyniki badań nie wypłynęły na światło dzienne. Dlaczego przyzwoitszego zachowania spodziewasz się po korporacjach farmaceutycznych? Zresztą, jak poszukasz głębiej, znajdziesz różne kwiatki także z tej branży.</p>
<p>„A widzisz żebym w którymś momencie swojej wypowiedzi użył kwantyfikatora ZAWSZE?”</p>
<p>Ale jeśli nie w przypadku leków, to kiedy? Branża farmaceutyczna to jest ładny test na to czy neoliberalizm jeszcze chce coś opisać czy już oderwał się od rzeczywistości i zajmuje się wyłącznie prozelityzmem. Na jednej szali mamy zdrowie i/lub życie (czyli chyba najistotniejsze wartości warte ochrony) potencjalnych pacjentów, którzy w konfrontacji, zarówno rozumianej dosłownie jak i metaforycznie jako możliwość rzetelnej oceny szans i ryzyka, z kontrahentem (producentem leku) stoją na przegranej pozycji niemal we wszystkich aspektach. Po drugiej stronie mamy ideały neoliberalne – wolny rynek, wolna konkurencja, postulat nieinterwencji państwa. Jeżeli nawet w tak wrażliwym obszarze neoliberałowie ignorują rzeczywistość i wolą wierzyć, że sumy zaoszczędzone na badaniach obowiązkowych zostaną przeznaczone na poszukiwania nowych leków, jeżeli nawet wtedy wolą pozostać wierni swoim dogmatom odsuwając na bok ochronę życia i zdrowia, to tak, użycie przeze mnie kwantyfikatora ZAWSZE było uprawnione i tak, neoliberalizm nie jest już teorią a stał się religią.</p>
<p>„Państwo zmusza WSZYSTKICH swoich poddanych by realizowali jego wolę”</p>
<p>I to byłby dla mnie problem, gdybym żył w niedemokratycznej dyktaturze. Dlatego ten argument jakoś mnie nie wzrusza.</p>
<p>„a wolny rynek mówi- chcesz to korzystaj, nie to nie.”</p>
<p>I to wystarcza dla rynku pieczywa ale nie dla rynku leków.</p>
<p>„ponoszę incydentalne negatywne konsekwencje wybranych podmiotów prywatnych”</p>
<p>Twoja perspektywa jest ważna ale z perspektywy społeczeństwa jest tylko jedną z wielu. Z perspektywy społeczeństwa „incydentalna” negatywna konsekwencja działań podmiotu prywatnego może nieść za sobą szkody na dużą skalę. Chyba, że felerny lek miałbyś wziąć tylko Ty jeden .</p>
<p>” Skoro każda regulacja może być nadużyta, to w wypadku kiedy tę regulację wykonuje podmiot odpowiedzialny przed samym sobą, prawdopodobieństwo że tak właśnie się stanie, graniczy z pewnością.’</p>
<p>Czyżbyś postulował zniesienie kodeksu karnego? Po drugie, co rozumiesz przez sformułowanie podmiot odpowiedzialny sam przed sobą? Wiesz jak działa państwo? Wiesz jak działa choćby urząd? Twierdzisz, że ktoś kto czyni coś w imieniu państwa nie może odpowiedzieć za swoje działania, bo ochronią go inni tylko dlatego, że też działają w strukturach państwa? Jaka odpowiedzialność by Cię satysfakcjonowała? Jestem świadom, że neoliberałowie uwielbiają malowniczo personifikować państwo (socjalistyczny Behemoth, Lewiatan) ale wyobrażenie, że jest to istota, której wszystkie składowe działają jak jeden organizm pod rządami jednej woli, jest ogromnym uproszczeniem, jeśli nie wręcz prymitywne. Skonkretyzuj to, proszę, bo naprawdę nie wiem o co chodzi.</p>
<p>„Tym samym ekonomia nie może być nauką w myśl Twojej doktryny.”</p>
<p>Jeśli dla kogoś rozróżnienia między natural sciences a social sciences są zbyt subtelne, to mogę poprzestać na stwierdzeniu, że ekonomia nie jest nauka, bo dłuższa dyskusja i tak nie ma sensu. Tak naprawdę jednak uważam, że ekonomii bliżej oczywiście do jurysprudencji niż do fizyki, co nie pozbawia jej przymiotu naukowości. Uwzględnienie tej okoliczności pozwala jednak na uświadomienie sobie ograniczeń z niej wynikających. Tu możesz znaleźć sporo źródeł:<br />
<a href="http://leiterreports.typepad.com/blog/2004/10/is_economics_a_.html" rel="nofollow">http://leiterreports.typepad.com/blog/2004/10/is_economics_a_.html</a></p>
<p>„Merytorycznie bezwartościowe etykietowanie, poniżej poziomu, w którym zwykłem prowadzić dyskusję.”</p>
<p>Jak merytorycznie bezwartościowe, skoro każdym zdaniem pokazujesz, że dla Ciebie w przypadkach, gdy fakty świadczą przeciw teorii, to tym gorzej dla faktów?</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Comment on Kancelaria Prezydenta RP przegrała dziś przed NSA by Anonymous</title>
		<link>http://www.barczentewicz.com/kancelaria-prezydenta-rp-przegrala-dzis-przed-nsa/comment-page-1/#comment-3718</link>
		<dc:creator>Anonymous</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 01 Feb 2012 09:18:12 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.barczentewicz.com/?p=810#comment-3718</guid>
		<description>Mam pytanie, podobno na rozprawie pojawiło się rozróżnienie kto może decydować o udostępnieniu informacji publicznej : Prezydent czy Kancelaria. Jak to teraz rozumieć? Czy podmioty te mogą niezależnie od siebie decydować o udostępnieniu informacji i każdy z nich może być zaskarżony do sądu? Czy też można skarżyć tylko kancelarie, ale co wtedy jak wniosek był kierowany do Prezydenta?</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Mam pytanie, podobno na rozprawie pojawiło się rozróżnienie kto może decydować o udostępnieniu informacji publicznej : Prezydent czy Kancelaria. Jak to teraz rozumieć? Czy podmioty te mogą niezależnie od siebie decydować o udostępnieniu informacji i każdy z nich może być zaskarżony do sądu? Czy też można skarżyć tylko kancelarie, ale co wtedy jak wniosek był kierowany do Prezydenta?</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Comment on Kancelaria Prezydenta RP przegrała dziś przed NSA by MK</title>
		<link>http://www.barczentewicz.com/kancelaria-prezydenta-rp-przegrala-dzis-przed-nsa/comment-page-1/#comment-3704</link>
		<dc:creator>MK</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 29 Jan 2012 22:27:38 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.barczentewicz.com/?p=810#comment-3704</guid>
		<description>@SŁ: jakże sympatyczne połączenie analfabety z trollem ;)</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@SŁ: jakże sympatyczne połączenie analfabety z trollem ;)</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Comment on Kancelaria Prezydenta RP przegrała dziś przed NSA by Szymon Łajszczak</title>
		<link>http://www.barczentewicz.com/kancelaria-prezydenta-rp-przegrala-dzis-przed-nsa/comment-page-1/#comment-3695</link>
		<dc:creator>Szymon Łajszczak</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 28 Jan 2012 00:48:13 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.barczentewicz.com/?p=810#comment-3695</guid>
		<description>To dość absurdalna uwaga w ustach osoby kryjącej się za inicjałem. Brawo, cwaniaczku!</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>To dość absurdalna uwaga w ustach osoby kryjącej się za inicjałem. Brawo, cwaniaczku!</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Comment on Jak &#8220;uzdrowić&#8221; służbę zdrowia? by Piotr Jurecki</title>
		<link>http://www.barczentewicz.com/jak-uzdrowic-sluzbe-zdrowia/comment-page-1/#comment-3694</link>
		<dc:creator>Piotr Jurecki</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 27 Jan 2012 20:43:58 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.barczentewicz.com/?p=802#comment-3694</guid>
		<description>C.D.N.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>C.D.N.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Comment on Jak &#8220;uzdrowić&#8221; służbę zdrowia? by Piotr Jurecki</title>
		<link>http://www.barczentewicz.com/jak-uzdrowic-sluzbe-zdrowia/comment-page-1/#comment-3693</link>
		<dc:creator>Piotr Jurecki</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 27 Jan 2012 20:41:09 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.barczentewicz.com/?p=802#comment-3693</guid>
		<description>Pomijając kwestię dobrowolności, bo tylko w świecie idealnym a nierealnym przedsiębiorcy nie podejmują różnych działań manipulacyjnych, to czy nie widzisz czegoś niestosownego w stwierdzeniu “jesteś sam sobie winien”? 

Zastanówmy się, kto bardziej może wprowadzić w błąd konsumenta. Prywatny przedsiębiorca czy państwowy monopolista?  Zasada swobody umów jest podstawą funkcjonowania jakiegokolwiek społeczeństwa. Jeśli jesteśmy suwerennymi jednostkami odpowiedzialnymi za siebie i chcemy podejmować działania to musimy ponosić konsekwencje naszych wyborów. Możemy wybrać odmienną drogę- znieść zasadę swobody umów i odpowiedzialność przenieść na państwo ale wtedy tworzymy totalitaryzm, tego sobie życzysz? 
	Powiadasz że prywatna korporacja może lobbować prywatny rynek przekupując wszystkich dookoła. A ja przekupie TYLKO urzędników, którzy mają monopol na każdą sferę działalności człowieka. KRRiT decyduje kto może dostarczać informacji telewizyjnej i radiowej a kto nie (Rydzyk na przykład nie dostał koncesji),  uczelnie głównie są państwowe więc mam bezpośredni na nie wpływ, etc.
	Piszesz, że trzeba się bronić przed farmkorpami które w poważaniu będą miały swoją reputację. To jak dopiero powinniśmy się chronić przed państwową certyfikacją, która nie ma interesu w tym żeby badania były przeprowadzone rzetelnie i nie musi dbać o reputację bo i tak jest monopolistą.  Prywatny przedsiębiorca podlega systemowi kar i nagród w postaci zysku i możliwości bankructwa dlatego jest dużo bardziej wiarygodny niż państwowy instytut certyfikujący. Poza tym w ideologię interwencjonizmu wpisany jest nierozwiązywalny dylemat: przytoczę trochę zmienioną na potrzeby dyskusji parafrazę argumentu Jakuba Bożydara Wiśniewskiego: Jeśli zwolennicy państwowej certyfikacji twierdzą, że w ładzie naturalnym, z uwagi na chciwą i samolubną naturę człowieka, nie powstałyby instytucje zdolne pomóc wszystkim autentycznie potrzebującym, to na jakiej podstawie mogą twierdzić, że stworzony przez interwencjonistów system państwowej certyfikacji służy dobru innych, a nie zaspokajaniu własnych chciwych i samolubnych natur (np. poprzez budowanie zależnej od siebie, roszczeniowej klienteli, a tym samym umacnianie swojej władzy)? Jeśli uważają się oni za prawdziwych dobroczyńców, to znaczy, że dobroczynność istnieje jednak wśród ludzi; zamiast więc budować kosztowny aparat represji i przemocy, winni oni wszyscy zająć się działalnością rynkową.
Skoro przyjmujesz że prywatna firma może robić nierzetelne działania to skąd przekonanie że państwo będzie robić rzetelne? Czy człowiek zasiadając na urzędniczy stołek nagle zmienia swą zepsutą naturę w anioła? Czy raczej jest zupełnie odwrotnie?

„Jeśli uwierzę Twojej hipotetycznej firmie certyfikującej farmakorpy, a ona się pomyli, stracę prawdopodobnie pieniądze i zdrowie. Jeśli nie ignorujesz takiego ryzyka, to jakoś się z nim godzisz. Można wiedzieć jak to usprawiedliwiasz? Poza kultem wolnej konkurencji, oczywiście. „

Czy mogę się dowiedzieć na jakiej podstawie ufasz państwowej firmie certyfikującej? A jeśli państwowa firma się pomyli? Jeśli nie ignorujesz takiego ryzyka to jakoś się z nim godzisz. Można wiedzieć jak to usprawiedliwiasz? Poza kultem państwa, oczywiście.

„Skąd u Ciebie tak wiele chłodnej wyniosłości wobec człowieka chorego, często starszego, zmęczonego, a często przerażonego chorobą, który w próbach, nierzadko desperackich próbuje uwolnić się od dolegliwości czy wręcz cierpienia i który zazwyczaj nie ma żadnej specjalistycznej wiedzy, by ocenić ryzyko„

Tego typu zarzuty być może wynikają z niedoczytania lub niezrozumienia treści moich wypowiedzi, co sam zasygnalizowałeś, więc napiszę jeszcze raz wprost: Proponuję rozwiązania wolnorynkowe dlatego, że one są najkorzystniejsze dla konsumenta czyli człowieka chorego, starszego, zmęczonego. 

„a z drugiej strony skąd u Ciebie tak wiele ciepłej wyrozumiałości wobec bogatych, dobrze poinformowanych i uprzywilejowanych na niemal każdej pozycji wobec pacjenta korporacji farmaceutycznych, których problemem jest wydanie pieniędzy na przeprowadzenie obowiązkowych badań klinicznych?„

Nie mam żadnej wyrozumiałości dla bogatych korporacji, dlatego chcę im odebrać aparat przy pomocy którego dokonują one swojej ekspansji i działań na szkodę biednych konsumentów- tym aparatem jest państwo. 

Zastanawiam się czy używanie takiego emocjonalnego języka i tworzenie fikcyjnej kukły do bicia wynika z Twojego sofistycznego wyrachowania czy Ty po prostu nie kumasz mojej argumentacji.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Pomijając kwestię dobrowolności, bo tylko w świecie idealnym a nierealnym przedsiębiorcy nie podejmują różnych działań manipulacyjnych, to czy nie widzisz czegoś niestosownego w stwierdzeniu “jesteś sam sobie winien”? </p>
<p>Zastanówmy się, kto bardziej może wprowadzić w błąd konsumenta. Prywatny przedsiębiorca czy państwowy monopolista?  Zasada swobody umów jest podstawą funkcjonowania jakiegokolwiek społeczeństwa. Jeśli jesteśmy suwerennymi jednostkami odpowiedzialnymi za siebie i chcemy podejmować działania to musimy ponosić konsekwencje naszych wyborów. Możemy wybrać odmienną drogę- znieść zasadę swobody umów i odpowiedzialność przenieść na państwo ale wtedy tworzymy totalitaryzm, tego sobie życzysz?<br />
	Powiadasz że prywatna korporacja może lobbować prywatny rynek przekupując wszystkich dookoła. A ja przekupie TYLKO urzędników, którzy mają monopol na każdą sferę działalności człowieka. KRRiT decyduje kto może dostarczać informacji telewizyjnej i radiowej a kto nie (Rydzyk na przykład nie dostał koncesji),  uczelnie głównie są państwowe więc mam bezpośredni na nie wpływ, etc.<br />
	Piszesz, że trzeba się bronić przed farmkorpami które w poważaniu będą miały swoją reputację. To jak dopiero powinniśmy się chronić przed państwową certyfikacją, która nie ma interesu w tym żeby badania były przeprowadzone rzetelnie i nie musi dbać o reputację bo i tak jest monopolistą.  Prywatny przedsiębiorca podlega systemowi kar i nagród w postaci zysku i możliwości bankructwa dlatego jest dużo bardziej wiarygodny niż państwowy instytut certyfikujący. Poza tym w ideologię interwencjonizmu wpisany jest nierozwiązywalny dylemat: przytoczę trochę zmienioną na potrzeby dyskusji parafrazę argumentu Jakuba Bożydara Wiśniewskiego: Jeśli zwolennicy państwowej certyfikacji twierdzą, że w ładzie naturalnym, z uwagi na chciwą i samolubną naturę człowieka, nie powstałyby instytucje zdolne pomóc wszystkim autentycznie potrzebującym, to na jakiej podstawie mogą twierdzić, że stworzony przez interwencjonistów system państwowej certyfikacji służy dobru innych, a nie zaspokajaniu własnych chciwych i samolubnych natur (np. poprzez budowanie zależnej od siebie, roszczeniowej klienteli, a tym samym umacnianie swojej władzy)? Jeśli uważają się oni za prawdziwych dobroczyńców, to znaczy, że dobroczynność istnieje jednak wśród ludzi; zamiast więc budować kosztowny aparat represji i przemocy, winni oni wszyscy zająć się działalnością rynkową.<br />
Skoro przyjmujesz że prywatna firma może robić nierzetelne działania to skąd przekonanie że państwo będzie robić rzetelne? Czy człowiek zasiadając na urzędniczy stołek nagle zmienia swą zepsutą naturę w anioła? Czy raczej jest zupełnie odwrotnie?</p>
<p>„Jeśli uwierzę Twojej hipotetycznej firmie certyfikującej farmakorpy, a ona się pomyli, stracę prawdopodobnie pieniądze i zdrowie. Jeśli nie ignorujesz takiego ryzyka, to jakoś się z nim godzisz. Można wiedzieć jak to usprawiedliwiasz? Poza kultem wolnej konkurencji, oczywiście. „</p>
<p>Czy mogę się dowiedzieć na jakiej podstawie ufasz państwowej firmie certyfikującej? A jeśli państwowa firma się pomyli? Jeśli nie ignorujesz takiego ryzyka to jakoś się z nim godzisz. Można wiedzieć jak to usprawiedliwiasz? Poza kultem państwa, oczywiście.</p>
<p>„Skąd u Ciebie tak wiele chłodnej wyniosłości wobec człowieka chorego, często starszego, zmęczonego, a często przerażonego chorobą, który w próbach, nierzadko desperackich próbuje uwolnić się od dolegliwości czy wręcz cierpienia i który zazwyczaj nie ma żadnej specjalistycznej wiedzy, by ocenić ryzyko„</p>
<p>Tego typu zarzuty być może wynikają z niedoczytania lub niezrozumienia treści moich wypowiedzi, co sam zasygnalizowałeś, więc napiszę jeszcze raz wprost: Proponuję rozwiązania wolnorynkowe dlatego, że one są najkorzystniejsze dla konsumenta czyli człowieka chorego, starszego, zmęczonego. </p>
<p>„a z drugiej strony skąd u Ciebie tak wiele ciepłej wyrozumiałości wobec bogatych, dobrze poinformowanych i uprzywilejowanych na niemal każdej pozycji wobec pacjenta korporacji farmaceutycznych, których problemem jest wydanie pieniędzy na przeprowadzenie obowiązkowych badań klinicznych?„</p>
<p>Nie mam żadnej wyrozumiałości dla bogatych korporacji, dlatego chcę im odebrać aparat przy pomocy którego dokonują one swojej ekspansji i działań na szkodę biednych konsumentów- tym aparatem jest państwo. </p>
<p>Zastanawiam się czy używanie takiego emocjonalnego języka i tworzenie fikcyjnej kukły do bicia wynika z Twojego sofistycznego wyrachowania czy Ty po prostu nie kumasz mojej argumentacji.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Comment on Kancelaria Prezydenta RP przegrała dziś przed NSA by Mikołaj Barczentewicz</title>
		<link>http://www.barczentewicz.com/kancelaria-prezydenta-rp-przegrala-dzis-przed-nsa/comment-page-1/#comment-3692</link>
		<dc:creator>Mikołaj Barczentewicz</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 27 Jan 2012 20:19:32 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.barczentewicz.com/?p=810#comment-3692</guid>
		<description>Pisma procesowe przygotowywałem samodzielnie, ale nie ma się co oszukiwać - do tej pory w tych postępowaniach znacznie większe znaczenie miały poglądy sędziów niż treść pism procesowych. Mam wrażenie, że w tej sprawie czy napisałbym skargę na bezczynność długą na 10 stron, czy na dwa zdania, rezultat byłby ten sam. Gdyby student prawa nie poradził sobie w takim postępowaniu, po zakończonym kursie z procedury administracyjnej, to by źle świadczyło o tym studencie.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Pisma procesowe przygotowywałem samodzielnie, ale nie ma się co oszukiwać &#8211; do tej pory w tych postępowaniach znacznie większe znaczenie miały poglądy sędziów niż treść pism procesowych. Mam wrażenie, że w tej sprawie czy napisałbym skargę na bezczynność długą na 10 stron, czy na dwa zdania, rezultat byłby ten sam. Gdyby student prawa nie poradził sobie w takim postępowaniu, po zakończonym kursie z procedury administracyjnej, to by źle świadczyło o tym studencie.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Comment on Kancelaria Prezydenta RP przegrała dziś przed NSA by Bartosz Zatoński</title>
		<link>http://www.barczentewicz.com/kancelaria-prezydenta-rp-przegrala-dzis-przed-nsa/comment-page-1/#comment-3691</link>
		<dc:creator>Bartosz Zatoński</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 27 Jan 2012 19:51:22 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.barczentewicz.com/?p=810#comment-3691</guid>
		<description>Witam Panie Mikołaju!
Chciałbym zapytać, czy pisma procesowe oraz wszelkie czynności podejmowane w tej sprawie były wynikiem Pana przemyśleń oraz pracy z orzecznictwem, czy też korzystał Pan z wiedzy i doświadczenia kolegów z kancelarii prawnej?

Zastanawia mnie, czy student prawa, osoba zaczynająca karierę prawniczą jest w stanie rzetelnie wykonywać ten zawód tak jak profesjonalny pełnomocnik (osoba legitymująca się tytułem adwokata lub radcy prawnego). Czy sukces, jaki niewątpliwie Pan osiągnął jest wynikiem przede wszystkim posiadania dużej wiedzy akademickiej, czy też jednak większe znaczenia ma praktyka w kancelarii? 

Moje pytanie w żaden sposób nie ma na celu zdyskredytować, czy też umniejszyć Pana osiągnięcia. Gratuluję i pozdrawiam</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Witam Panie Mikołaju!<br />
Chciałbym zapytać, czy pisma procesowe oraz wszelkie czynności podejmowane w tej sprawie były wynikiem Pana przemyśleń oraz pracy z orzecznictwem, czy też korzystał Pan z wiedzy i doświadczenia kolegów z kancelarii prawnej?</p>
<p>Zastanawia mnie, czy student prawa, osoba zaczynająca karierę prawniczą jest w stanie rzetelnie wykonywać ten zawód tak jak profesjonalny pełnomocnik (osoba legitymująca się tytułem adwokata lub radcy prawnego). Czy sukces, jaki niewątpliwie Pan osiągnął jest wynikiem przede wszystkim posiadania dużej wiedzy akademickiej, czy też jednak większe znaczenia ma praktyka w kancelarii? </p>
<p>Moje pytanie w żaden sposób nie ma na celu zdyskredytować, czy też umniejszyć Pana osiągnięcia. Gratuluję i pozdrawiam</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Comment on Kancelaria Prezydenta RP przegrała dziś przed NSA by Mikołaj Barczentewicz</title>
		<link>http://www.barczentewicz.com/kancelaria-prezydenta-rp-przegrala-dzis-przed-nsa/comment-page-1/#comment-3689</link>
		<dc:creator>Mikołaj Barczentewicz</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 27 Jan 2012 16:38:42 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.barczentewicz.com/?p=810#comment-3689</guid>
		<description>Skład orzekający: Irena Kamińska (sprawozdawca), Monika Nowicka (przewodniczący), Anna Łukaszewska-Macioch.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Skład orzekający: Irena Kamińska (sprawozdawca), Monika Nowicka (przewodniczący), Anna Łukaszewska-Macioch.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>

