Egzamin (nie)dojrzałości

Wpis z dnia 07.05.2007, umieszczony w kategorii "Filozofia, idee i społeczeństwo".

Poważny problem związany z forsowaną w naszym kraju koncepcją edukacji humanistycznej podnosi w Gazecie Wyborczej dr Piotr Laskowski (Matura z frazesów i konformizmu):

W sprawie koncepcji nowej matury wystarczy kilka słów: Wprowadzenie oceniania zewnętrznego i dążenie do obiektywizmu przy ocenianiu zaowocowało tendencją do układania egzaminu tak, żeby prace podlegały łatwej standaryzacji. Formułując pytania, autorzy dbają, by odpowiedzi można było łatwo kwalifikować jako prawidłowe bądź błędne i by egzaminator nie był narażony na konfrontację z myślą świeżą i niestereotypową. Stąd odwrót od tematów otwartych na wielość interpretacji, pozwalających wykazać się samodzielną, krytyczną refleksją. (…)
Pierwszy egzamin matury 2007 i komentarz szefa CKE wskazują, że obecne władze zamierzają zadbać, by polscy abiturienci nie zaprzątali sobie główek zbyt skomplikowanymi problemami. Wystarczy nauczyć się gotowych formułek, których wspólne wypowiadanie zapewni nam grupowy komfort, odetnie od innych i uwolni od nieznośnego ciężaru myślenia. Wystarczy matka, którą trzeba kochać, i ojczyzna, którą też trzeba kochać. I - dla zdających poziom rozszerzony - możliwość poczynienia uwagi, że Flaubert, Francuz, idiota, nie lubi prowincji, a Schulz dostrzega jej piękno i magię.


Nie zamierzam odnosić się do opinii dr Laskowskiego na temat obecnego rządu i ministra edukacji w szczególności, gdyż jest to temat nudny, wytarty i sztampowy. Znacznie bardziej interesująca jest kwestia filozofii przyjętej w polskiej edukacji, której przykładem wręcz idealnym jest obecna matura.

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że dr Laskowski nazbyt skoncentrował się na osobie ministra edukacji, zupełnie pomijając szerszy kontekst funkcjonowania nowoczesnej, egalitarystycznej edukacji. Pozwolę sobie wygłosić opinię, że tak trafnie podsumowane w cytowanym artykule mankamenty (to oczywiście eufemizm) matury 2007 wynikają z samej koncepcji tzw. “nowej matury”, mającej stanowić jeden uniwersalny egzamin dojrzałości dla wszystkich uczniów.

P. Laskowski stwierdza:

Już podczas prac nad projektem nowej matury wskazywano tę słabość, zachęcając do szukania sposobu, jak utrzymać jednolite w całym kraju ocenianie i jednocześnie zapewnić możliwość pisania niesztampowych wypracowań. Nie sprostał temu wyzwaniu rząd SLD. Od rządu PiS z Romanem Giertychem na czele resortu edukacji nikt chyba nie oczekuje rozwiązań promujących indywidualizm i różnorodność.

W moim przekonaniu problem polega na tym, że niemożliwe jest pogodzenie dwóch sprzeczności - egalitarystycznej matury, na wskroś “postępowej” i “nowoczesnej” z indywidualizmem i różnorodnością.

Czym się przejawia “postępowość” nowej matury? Między innymi założeniem, że maturę musi mieć każdy, lub prawie każdy - w każdym bądź razie - matura jest czymś, co się należy. Kolejną cechą jest, skądinąd bardzo racjonalne, dążenie do tego, by matura mogła służyć jako obiektywne kryterium porównania uczniów, między innymi w celu rekrutacji na studia.

Aut-aut, tertium non datur. Jeśli chcemy mieć zunifikowany, “obiektywny” standard egzaminacyjny, to już samo to założenie wyklucza wszelki indywidualizm.

Gdyby - przykładowo - zezwolić na dowolność interpretacji (de facto - likwidacja słynnego “klucza”) a tematy sformułować na wzór tych oksfordzkich - to niestety pojawi się niepodważalny zarzut o dowolność i subiektywizm ocen dokonywanych przez egzaminatorów. Uczynienie klucza bardziej elastycznym to tylko półśrodek, nie dotykający sedna problemu.

“Postępowość” matury to jednak w moim przekonaniu tylko jeden problem. Pozostaje jeszcze znacznie bardziej fundamentalna kwestia - starsza i poważniejsza niż urząd p. Giertycha - mianowicie gombrowiczowskie “przyprawianie gęby”, tudzież “upupianie”, czyli przekonanie pewnych ludzi, światłych i mądrych niewątpliwie, że są powołani by oświecać głupi lud, nadać mu formę, przez się ustaloną i wykreowaną.

Co ważne - forma ta może być “tradycjonalistyczna”, “hurrapatriotyczna”, “patriotyczno-nostalgiczna”, “socjalistyczna” (cokolwiek miałoby to znaczyć), “internacjonalistyczna”, “nowoczesna” tudzież “postępowa” - lub stanowiąca dowolny mix wyżej wymienionych i wielu jeszcze innych możliwości.

Mimo, że - jak widać - pożądany produkt odgórnego narzucania formy może się różnić, to jednak zjawisko to ma pewne cechy niezmienne. Po pierwsze - prowadzi w założeniu do uniformizacji, homogenizacji zachowań, postaw a nawet myśli (Bogu dzięki osiągnięcie tego celu w pełni nie jest możliwe).

Po drugie - wymaga bezrefleksyjnego odbioru. Przykładowo - egzegeza Mickiewicza według z góry ustalonego klucza nie wymaga prawdziwej refleksji - wysiłek intelektualny jest tu ściśle ukierunkowany i kontrolowany, ogranicza się on do ubrania w miarę przyzwoitą formę kilku sztampowych “myśli” typu “Słowacki wielkim poetą był”.

Zachowana jest pewna swoista liturgia - zaczyna się od katechezy - mówi się wiele o tzw. egzaminie dojrzałości, o jego znaczeniu dla życia młodego człowieka, cała nauka w liceum podporządkowana jest temu wydarzeniu - a gdy wreszcie ono nadchodzi - staje się głównym newsem dla mediów, które moment ten celebrują szczególnie. Wszelkie procedury związane z maturą, tudzież świeckie zwyczaje i tradycje składają się na aspekt rytualny.

Co jednak ciekawe - mimo, że niewielu jest chętnych do choćby jedynie intelektualnego “buntu”, to jednak cały koncept “przyprawiania gęby” odpycha z powodu swojej sztuczności. Mamy tu do czynienia z dwoma zjawiskami. Po pierwsze - młodzież okazuje się w większości odporna na edukację (co nie znaczy, że - przynajmniej w części - nie chce i/lub nie zdobywa wiedzy); podporządkowując się regułom tej liturgii, jednocześnie drwi z niej. Krótko mówiąc jest to lekcja konformizmu, odnoszącego się jednakże z pogardą wobec tego, czemu się podporządkowuje.

Po drugie - efektem tego typu edukacji humanistycznej - jest całkowita obojętność wobec humanistyki, co zauważa trafnie w ostatnim akapicie dr Laskowski i to jest zło być może w całej tej sytuacji najgorsze. Młody człowiek, zniechęcony do literatury, do głębszej refleksji nad jakąkolwiek ideą - wychodzi z takiego procesu edukacji w pewien sposób upośledzony.

Nie było moim celem dawanie żadnych recept, a jedynie zarysowanie pewnego problemu, który w moim przekonaniu jest szerszy niż dostrzega to część krytyków.

— 07/05/2007 | Trackback

Pozostaw komentarz

Możesz używać tych tagów XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <code> <em> <i> <strike> <strong>