Federalizm a liberalizm
Wpis z dnia 29.03.2007, umieszczony w kategorii "Filozofia, idee i społeczeństwo".
Wielokrotnie spotykałem się z poglądem, że klasyczny liberalizm, tudzież leseferyzm w wydaniu międzynarodowym, nieuchronnie prowadzi do ustanowienia państwa światowego. Co ważne - pogląd ten wygłaszają zarówno ludzie uważający to za kolejne zagrożenie związane z liberalizmem, jak i “czołowi” myśliciele liberalni.
Friedrich August von Hayek napisał (Indywidualizm i porządek ekonomiczny, Wydawnictwo Znak, Kraków 1998):
(…) zniesienie suwerenności państwowej i utworzenie skutecznego międzynarodowego porządku prawnego jest koniecznym uzupełnieniem i logicznym zwieńczeniem programu liberalnego.
Podobnie Lord Acton (O narodzie, [w:] Historia wolności. Wybór esejów, Kraków 1995, s.121. przeł. Anna Gowin; cyt. za: Hayek, ibidem):
Zespolenie różnych narodów w obrębie jednego państwa jest dla cywilizowanego świata równie niezbędne jak organizowanie się jednostek ludzkich w społeczeństwie.
W cytowanym przeze mnie artykule, Hayek przedstawia cały szereg korzyści, a zarazem problemów praktycznych, wprowadzenia międzynarodowej unii politycznej. Brakuje mi tam jednak jednoznacznego rozwiązania dwóch kwestii:
- Czy rzeczywiście doktryna wolnego handlu i leseferyzm w ogólności prowadzi do zastępowania mniejszych państw, tworami większymi, które powstać mają na bazie państw narodowych w procesie zaniku suwerenności tych ostatnich?
- Czy Hayek ma rację uważając, że w dużych federalnych państwach wolność ekonomiczna jest mniej zagrożona niż w znacznie bardziej homogenicznych państwach narodowych?
Nie mam emocjonalnego stosunku do idei państwa narodowego, ani do idei demokracji politycznej (moim zdaniem wolny rynek można uznać za najpełniejszą realizację idei demokracji i w dodatku jedyną nie opierającą się na koercji). Problemem, który mnie interesuje jest zagadnienie, czy rzeczywiście unia polityczna jest logiczną konsekwencją doktryny klasycznego liberalizmu.
Klasyczny liberalizm głosi ideę państwa minimum, wolnego handlu oraz pokoju. Należałoby sobie zadać pytanie - czy unia polityczna (federalizm) wspiera realizację tych celów w większym stopniu niż państwa narodowe.
Ścisła integracja gospodarcza (bardziej nawet niż polityczna), związana z likwidacją barier ekonomicznych pomiędzy społeczeństwami, jest najlepszym możliwym środkiem dla pokojowego współistnienia ludzi. Przykład sytuacji polityczno-gospodarczej lat trzydziestych XX wieku jest dowodem a contrario tej tezy.
Mamy więc związek przyczynowo-skutkowy: wolny handel prowadzi do pokoju (pokój nie wystarczy do wolnego handlu, a sam pokój bez tej podstawy jest kruchy). Pozostaje tylko problem przedstawiony przez mnie w pytaniu drugim: jak ma się idea państwa minimum do federalizmu.
Hayek uważa, że federalizm spowoduje przesunięcie ciężaru w procesie decyzyjnym z poziomu państw narodowych (nazwijmy go średnim) na poziom wyższy - federalny - jeśli będzie to konieczne - i na poziom niższy (regionalny) - jako reguła. Jest to nawiązanie do zasady subsydiarności, której to jednak nazwy Hayek nie używa. Austriak pisze wprost (Hayek, ibidem):
W przypadku federacji znikają wszystkie argumenty na rzecz centralizacji, które opierają się na pragnieniu maksymalnego wzmocnienia suwerennych państw narodowych (…)
Krótko mówiąc - Hayek uważa, że decentralizacja nastąpi dlatego, że stracą swoją siłę argumenty nacjonalistyczne, skończy się powoływanie na “mit narodu”. Podobne wnioski Hayek ma w kwestii protekcjonizmu - uważa, że francuski wieśniak nie będzie chętnie płacił większej ceny za nawóz sztuczny w celu wsparcia brytyjskiego przemysłu chemicznego.
Obawiam się jednak, że doświadczenia integracji w ramach Unii Europejskiej okazują się przeczyć tej tezie noblisty. Hayek w moim odczuciu znacznie przecenił wpływ “mitu narodu” na realną politykę. Jak pokazuje obecna rzeczywistość - niezależnie od skali wielkości organizmu władzy (państwa, czy też tworu sui generis jakim jest UE) tendencja do centralizacji jest jego cechą immanentną. Działalność grup interesu i przeróżnych lobby skutecznie kreuje poczucie wspólnego interesu “europejskiego”, definiując go jako antagonistyczny do interesu “azjatyckiego”, “amerykańskiego”, etc.
Czy wynika to z potrzeby zdefiniowania się w nowej, “europejskiej” rzeczywistości, czy jest to efekt skutecznej manipulacji dokonywanej przez polityków i grupy interesu - trudno mi orzec. Faktem jest, że współczesny euronacjonalizm jest instrumentem służącym elitom do uzasadnienia centralizacji władzy i protekcjonizmu.
Jeśli jednak centralizacja, protekcjonizm i tendencja do nakładania regulacji na wszystko, co się rusza, pozostają cechami organizmu państwowego niezależnie od jego rozmiaru, to fakt ten przeczy twierdzeniu Hayeka.
Nadal pozostaje nierozstrzygnięty problem: czy w warunkach federalizmu wolności ekonomicznej jest więcej niż w państwie “średnim”?
Obawiam się, że z natury państwa unitarnego, czy federalnego, małego czy dużego, nie wynika bezpośrednio ani twierdzenie Hayeka, ani twierdzenie przeciwne. Z pozycji austriackiej trzeba stwierdzić, że państwo jest instytucją, która zawsze dąży do ograniczenia praw swoich “obywateli”, ale stopień jego represyjności zależy od konkretnej sytuacji społecznej i politycznej, a także od idei, które kształtują obraz świata.
Czy w takim państwo światowe jest logiczną konsekwencją podstawowych założeń klasycznego liberalizmu? Wydaje mi się, że takie podejście nie znajduje potwierdzenia w faktach. Równie prawdopodobna (a raczej - równie nieprawdopodobna) jest realizacja tych założeń w państwie narodowym, jak w ogólnoświatowym państwie federalnym.
— 29/03/2007 | Trackback



29.03.2007, 22:08
Świetny wpis. Bardzo celne pytania.
W pełni zgadzam się z Twoim wnioskiem, że federacja ogólnoświatowa będzie raczej tak samo ograniczała wolny rynek jak państwo narodowe. Ale paradoksalnie, cytowani przez Ciebie autorzy mają sporo racji. Jeśli powstanie taki organizm (choć nie do końca uważam, że będzie to państwo - raczej mniej lub bardziej rozbudowany system prawny zaakceptowany przez państwa narodowe), to właśnie dlatego, że następuje liberalizacja gospodarcza w stosunkach międzynarodowych.
Wydaje mi się bezsporne to, że w skali międzynarodowej (nazwijmy to przestrzenią między albo ponad państwami) jest więcej swobody gospodarczej niż w poszczególnych państwa. W biznesie międzynarodowym mamy większą swobodę kontraktową (patrz: międzynarodowe prawo prywatne) niż w transakcjach w ramach jednego systemu prawnego. Międzynarodowym rynkiem walutowym rządzą popyt i podaż a państwa mogą oddziaływać na kurs tylko stając się aktywnym graczem rynkowym, a nie organizatorem tego rynku. Międzynarodowy rynek finansowy jest w ogóle w zasadzie poza zasięgiem państw.
Ta sytuacja niesie jednak dużo zagrożeń dla państw jako struktur naturalnie broniących swojej konstrukcji. Coraz więcej jest poza kontrolą. Z perspektywy państwa narzucającego porządek prawny to zgoda na istnienie sił, które ten porządek (państwo) mogą zniszczyć. Widać to każdorazowo, gdy gdzieś na świecie dochodzi do kryzysu walutowego. Od razu krytykuje się siły rynkowe, czyli korporacje, fundusze, inwestorów, spekulantów itd. Krytykuje się też MFW, ale przede wszystkim dlatego, że robi za mało, albo nie tak, jak powinien. I w obu tych krytykach jest trochę prawdy. Siła międzynarodowego rynku finansowego jest potężna.
Naturalna jest więc tendencja dogadywania się państw w celu ograniczania zagrożeń dla ich egzystencji. A jak można ujarzmić ten niebezpieczny (dla nich) wolny rynek? Wprowadzając uregulowania międzynarodowe. A to już przecież początek państwowości w skali globalnej. I kółko się zamyka. Liberalizujemy stosunki między państwami, aby potem ograniczyć swobodę na wyższym poziomie.
Problem z tego rodzaju rozważaniami a priori polega na tym, że pojęcia, które stosujemy mogą nie być adekwatne w przyszłości do tego, co nimi opisujemy. Zanim dojdziemy do stanu opisywanego przez Hayeka może dojść do przewartościowania kategorii państwa i federacji. Czyli tak naprawdę nie wiemy, co faktycznie będzie oznaczało państwo globalne. Jeśli proces rozdziału federalnych i regionalnych (a nawet lokalnych) centrów decyzyjnych będzie postępował szybciej to może się okazać, że w dobie światowej federacji będzie już tego państwa w państwie znacznie mniej. A więcej wolnego rynku. Choć to chyba raczej mrzonka
30.03.2007, 8:04
W pełni się z Tobą zgadzam. Co ciekawe, często mówi sie nawet, że pomiędzy państwami panuje anarchia (to taki dowód, że anarchia nie tylko może istnieć, ale cały czas funkcjonuje
), gdyż nie ma nad nimi suwerena.
Gdyby ten de facto najbardziej wolny rynek został zamknięty w ramach jakiegoś superpaństwa, to trudno się spodziewać polepszenia sytuacji.
Jeśli chodzi o liberalizację i powstanie tego organizmu jako jej konsekwencję to dochodzę do wniosku, że musimy rozróżnić liberalizację instytucjonalną (IMF, GATT-WTO, EU, etc.) od dobrowolnej liberalizacji na podstawie umów bilateralnych lub w ogóle bez żadnych umów. Wydaje mi się, że tylko ten pierwszy rodzaj liberalizacji prowadzi do zastępowania “anarchii” nowym, międzynarodowym porządkiem prawno-gospodarczym, z którego hipotetycznie mógłby wyłonić się nowy twór o charakterze państwowym lub quasi-państwowym.
30.03.2007, 8:31
Różnica między liberalizacją w ramach programów międzynarodowych a liberalizacją bilateralną polega tylko na tym, że w pierwszym przypadku z góry zakłada się konieczność stworzenia porządku prawnego tam, gdzie może się pojawić anarchia. Czyli państwa antycypują proces, który opisałem. Innej różnicy w tym kontekście nie widzę.
Jeśli bilateralne otwieranie gospodarek doprowadzi do zwiększenia swobody pomiędzy państwami to z czasem państwa zaczną tę przestrzeń organizować. I dojdziemy do tego samego punktu. Tylko jakby w dwóch krokach.
30.03.2007, 12:10
Być może jest to faktycznie tylko różnica czasu w jakim się to stanie. Ja również podchodzę do tej kwestii realistycznie (pesymistycznie?) i zgadzam się z opinią, że prędzej czy później państwa będą dążyć do regulacji, tego co jeszcze szczęśliwie jej nie podlega.