Gdzie jest granica tajności?
The U. S. Foreign Intelligence Surveillance Court (FISC), specjalny sąd, który od 1978 roku zajmuje się udzielaniem zezwoleń amerykańskim służbom specjalnym na podejmowanie inwigilacji na terenie USA, wydał trzecią w swojej historii publiczną decyzję, w której odmówił upublicznienia decyzji autoryzującej administrację Busha do podjęcia zakrojonej na szeroką skalę akcji szpiegowskiej obejmującej również amerykańskich obywateli.
Wniosek o ujawnienie tej decyzji złożyła American Civil Liberties Union (ACLU), co jest pewnym ewenementem, gdyż zwykle do tego sądu występują jedynie rządowe agencje. Opinia sądu odmawiająca ujawnienia decyzji, o której mowa, zawiera kilka interesujących fragmentów.
Sędzia John D. Bates stwierdził między innymi, że regulacje chroniące tajność stoją wyżej niż jakiekolwiek uprawnienia obywateli do informacji na bazie common law (any common law right of access). Sędzia Bates odrzucił również zastosowanie pierwszej poprawki do tej sytuacji wskazując, że nie istnieje tradycja ujawniania decyzji FISC na tej podstawie.
Bardzo interesująca jest argumentacja sędziego Batesa odnośnie korzyści i rzekomych zagrożeń związanych z ujawnieniem wyżej wspomnianej decyzji. Jeśli chodzi o “pewne korzyści” wspomniane w opinii – być może ujawnienie spowodowałoby “lepsze zrozumienie” tego, jak sąd podejmuje swoje decyzje, być może stanowiłoby to “dodatkowe zabezpieczenie przeciwko błędom i nadużyciom” i pozwoliłoby na “bardziej kompetentą debatę nad legislacyjnymi propozycjami” regulującymi władzę państwa do szpiegowania. Jednakże żadna z tych korzyści nie przeważa zła “szerokiego publicznego dostępu”.
Oczywiście ACLU może odwołać się na podstawie Freedom of Information Act do jednego z federalnych U.S. District Courts, ale administracja prawdopodobnie wykorzysta swój przywilej (“state secrets privilege”) do zablokowania takiego procesu, gdyż mógłby on doprowadzić do ujawnienia informacji ważnych dla narodowego bezpieczeństwa.
W moim przekonaniu to jest bardzo poważny problem dla współczesnej demokracji. Jak pokazuje ten przykład, przyjmuje się rozwiązania, które sprawiają, że obywatele nie mają żadnych szans na poznanie najważniejszych informacji, a jednocześnie uważa się, że ci sami obywatele mają oceniać swoich przedstawicieli. Co w takim razie pozostało z demokratycznej kontroli władzy w najbardziej newralgicznych sferach?
Jak w takiej sytuacj nazwać system, w którym część obowiązującego prawa jest tajna i ludzie wobec których jest ono stosowane nie mają prawa (sic!), by je poznać? Jest to sytuacja opisywana przez prof. Lona L. Fullera w “The Morality of Law” jako złamanie jednej z fundamentalnych zasad wewnętrznej moralności prawa. Co ciekawe, zwykle jako przykład tego typu rozwiązań podaje się ZSRR, ale przecież powyższa sytuacja ma miejsce w USA (!).
Zakończę znanym cytatem, którego autorem jest Benjamin Franklin:
Those willing to give up a little liberty for a little security deserve neither security nor liberty.
Więcej na ten temat:
