Jak to się neoliberał spowiadał
Dzisiejsza “Gazeta” publikuje tekst p. Adama Leszczyńskiego pt. Spowiedź neoliberała. Artykuł ten jest prezentacją książki Williama Easterly’a The White Man’s Burden: Why the West’s Efforts to Aid the Rest have done so much ill and so little good.
Tezą artykułu jest kompromitacja neoliberalizmu – z czym trudno się nie zgodzić, wszak jeśli ekonomia nie jest oparta na pewnych, klasycznych podstawach tylko na postkeynesistowskich monetarystycznych błędach, to nie można się dziwić, że jej aplikowanie – zwłaszcza w krajach słabo rozwiniętych – przyniesie odwrotne skutki do zamierzonych. Chciałbym się odnieść do niektórych kwestii, które pokazują, że neoliberalizm to system etatystyczny a nie wolnorynkowy.
Easterly rozpoczął od wizyty w najważniejszej dla neoliberalnego ekonomisty instytucji – banku centralnym.
To zdanie bardzo trafnie charakteryzuje i demaskuje prawdziwe oblicze neoliberalizmu (monetaryzmu, friedmanizmu, etc.) – najważniejszy dla niego nie jest człowiek, który działając indywidualnie, dokonuje efektywnej alokacji zasobów i tym samym buduje dobrobyt i prosperity. Nie, dla takiego ekonomisty najważniejsze jest państwo, które musi kontrolować rynek, ponieważ gdyby zostawić go bez interwencji to niechybnie skończy się to tragicznie (co jest oczywistą bzdurą).
Bank Światowy zalecił Gambii to, co wówczas zalecał wszystkim: zrównoważenie budżetu przez obcięcie wydatków – zwłaszcza socjalnych – i ograniczenie deficytu finansowanego przez druk pustych dalasi [podkreślenie moje - M.B.] (tak nazywa się gambijska waluta). Ale jak ograniczyć deficyt, skoro nie wiadomo, jaki on jest? Sfrustrowani ekonomiści doradzili obciąć wydatki – i wyjechali.
I tu mamy przyczynę, dlaczego zbawiennie, wolnorynkowe recepty Banku Światowego się nie sprawdzają. Problemem nie są różnice cywilizacyjne i kulturowe jak utrzymuje autor. Nie jest też najważniejsze, jaki jest deficyt budżetowy. Wbrew temu, co sądzą neoliberałowie – to właśnie ich recepty są całkowicie wadliwe i żadnej gospodarce ludzkiej nie przyniosą innych konsekwencji jak tylko nieunikniona depresja.
O co więc chodzi? Bank Światowy radzi zawsze i wszystkim, żeby bilansować budżet. Jest to w pewnym sensie jego idol. Jak zauważam Murray N. Rothbard w America’s Great Depression:
Deficyt powinien być eliminowany jedynie przez ograniczenie rządowych wydatków. Jeśli podatki i rządowe wydatki będą jednocześnie drastycznie obniżone, pożytecznym efektem będzie obniżenie pasożytniczego obciążenia produktywnej działalności sektora prywatnego.
A co proponuje Bank Światowy żeby zbilansować budżet? Drukowanie pustych pieniędzy, inaczej mówiąc – inflację – jeszcze inaczej keynesizm. Po raz kolejny zwycięża anty-wolnorynkowe przekonanie, że z tworzenia nowych tytułów własności do własności już istniejącej może kreować coś innego niż tylko cykl boom-bust (kryzys jest procesem samooczyszczenia rynku z błędnych inwestycji – malinvestments – będących skutkiem ekspansji kredytowej).
Neoliberalni ekonomiści byli przekonani, że odnaleźli świętego Graala rozwoju – w postaci zestawu reguł i instytucji, które miały zapewniać dobrobyt i wzrost każdej gospodarce i w każdych warunkach. Sprawnie działającego wolnego rynku – przynoszącego wzrost gospodarce i korzyści wszystkim grupom społecznym – nie można jednak zbudować sztucznie na instytucjach przywiezionych z zewnątrz w teczkach przez ekspertów, którzy mają co najwyżej mętne pojęcie o lokalnych tradycjach i historii i rzadko wystawiają nos poza czterogwiazdkowy hotel w stolicy. Jeżeli tradycji i kultury nie brano pod uwagę (a zwykle nie brano), liberalne reformy gospodarcze zmieniały się w spektakl katastrofalnych pomyłek.
Autor próbuje bronić tezy, jakże nam skądinąd znajomej – “to nie komunizm jest zły, winne są wypaczenia”. I tal samo tutaj – “to nie neoliberalizm jest zły, winne są wypaczenia spowodowane różnicami cywilizacyjnymi”. Prawda, że podobieństwo jest uderzające?
I jeszcze jedna moja uwaga do ostatniego cytowanego zdania – neoliberalne reformy to jest spektakl katastrofalnych pomyłek.
Tak, neoliberalizm to ideologia zbankrutowana, ale wciąż jeszcze ma wielu wyznawców. Pozostaje mieć nadzieję, że ludzie rozczarowani “katastrofalnymi skutkami” neoliberalizmu, zwrócą się w kierunku prawdziwej ekonomii, a nie socjalizmu. Ale jak mówią – nadzieja matką głupich…

[...] Tekst oryginalnie opublikowany na: http://www.barczentewicz.com [...]
A jaki jest stosunek autora do neoliberalizmu w wydaniu Williama Easterlego?
Nie do końca rozumiem, czy chodzi Ci o mój stosunek do neoliberalizmu w tym wydaniu, czy o stosunek p. Leszczyńskiego?
Mój stosunek przedstawiłem chyba dosyć jasno – p. Easterly, który twierdzi, że wydatki państwowe mogą wpływać pozytywnie na rozwój gospodarczy jest dla mnie po prostu kolejnym postkeynesistą. [Prawdziwy ekonomista zadaje w takiej sytuacji pytanie - a skąd państwo ma środki na te wydatki? Odpowiedź jest oczywista - zostały one wypompowane ze znacznie bardziej produktywnej sfery prywatnej.]
Mój komentarz do wpisu na WiK:
[ http://www.e-upr.org/?action=show&object=article&id=13857 ]
>To nagle reformy Thatcher i Reagana i odejście od absurdów
>keysenizmu, które nawet Keynes by wyśmiał było błędem?
Nie wiem, czy Keynes by je wyśmiał. Poza tym jego nie można nawet nazwać ekonomistą, to był po prostu zręczny szarlatan. I tyle.
Jednakże, reformy o których kolega wspomina nie były odejściem od tych absurdów. To było tylko pewne złagodzenie interwencjonizmu w pewnych kwestiach połączone z ogromnym rozrostem w innych.
Oczywiste jest, że te neoliberalne reformy były lepsze od tego, co działo się wcześniej. Ale oczywiste jest też, że były to reformy krótkowzroczne, oparte na keynesistowskich przesądach. Zainteresowanych tym, o czym mówię odsyłam do poniższych tekstów:
http://www.mises.org/freemarket_detail.asp?control=489
http://www.mises.org/story/1544
Przykłady powodzenia reform Reagana i Thatcher dowodzą tylko o sile rynku, że wystarczą nawet niewielkie zmiany in plus, by spowodować ogromna poprawę. Niestety błędy w polityce makroekonomicznej (brak powrotu do standardu złota i ciągłe hołdowanie monetarystycznym i postkeynesistowskim mrzonkom) spowodowały, że ten rozwój (1) był znacznie słabszy niż w warunkach braku interwencjonizmu i (2) nie mógł trwać nieprzerwanie (kłania się austriacka teoria cyklu koniunkturalnego).
Ręczny trackback: „Szwecja, Stiglitz i złoto”.
Neoliberalizm nie jest przypadkiem odejściem od interwencjonizmu państwa w gospodarkę, a zapewnieniem jedynie reguł wolnorynkowych. W takim rozumieniu tego słowa opisane działania w Gambii z neoliberalizmem nie mialy nic wspólnego. Mylę się?
1. Artykuł nie jest poświęcony Gambii, nie znam dokładnie tamtejszej sytuacji – ja rozpatruje tylko zalecenia Banku Światowego i jego ekspertów, jako przykład neoliberalizmu.
2. Neoliberalizm do którego się ja odnoszę, to ideologia, która pozornie zawiera w sobie poglądy wolnorynkowe, ale brakuje jej solidnego oparcia w prawie naturalnym (prawo własności) i przez to gubi się w utylitarystycznych analizach, co prowadzi do akceptacji takich nonsensów jak bankowość centralna i rządowa kontrola pieniądza, która jest często znacznie gorsza od innych form opodatkowania (vide Wielki Kryzys w USA i jego przyczyny).