Filozofia, idee i społeczeństwo

Teksty i przemyślenia dotyczące filozofii, idei, natury społeczeństwa i władzy.

Apel o dekomercjalizację

Jak podaje dzisiejsza Gazeta:

Poziom intelektualny i artystyczny produkcji telewizji publicznej w Polsce spada, bo Telewizja Polska goni za “oglądalnością, czyli za pieniędzmi “. Oglądalność stała się nowym imieniem cenzury - uważają filmowcy i dziennikarze

Apel o zdekomercjonalizowanie telewizji publicznej napisali dziennikarze i filmowcy do prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Cóż rzec. Powinniśmy być wdzięczni wybitnym “dziennikarzom i filmowcom”, którzy lepiej niż my sami wiedzą, co dla nas dobre i co powinniśmy oglądać. Chociaż można odnieść też wrażenie, że z drugiej strony tym “fachowcom” na widzach w ogóle nie zależy, gdyż dla nich największym złem jest, że Telewizja Polska goni za “oglądalnością, czyli za pieniędzmi “, a więc najlepiej żeby to “artyści i dziennikarze” decydowali, co za pieniądze podatnika będzie TVP nadawać, a czy ktoś będzie w ogóle chciał to oglądać nie ma absolutnie najmniejszego znaczenia.

Najważniejsze jest, żeby znalazły się pieniądze na “polski film, polski reportarz” etc., czyli po prostu kasa dla (1) kolesiów i (2) “wybitnych twórców” (kto jest “wybitny” oczywiście ustali środowisko, czyli wracamy do punktu (1).

Oczywiście istnieje proste rozwiązanie problemu TVP i PR - prywatyzacja z licytacji, ale to jest najgorszy koszmar polskich “dziennikarzy i filmowców”, bo kto wtedy będzie płacił za filmy, których nikt nie chce oglądać? My na pewno nie.

25.09.2006 | Nie ma komentarzy »
Dziecko, dorosły a prawo własności

Generalnie uznaje się, że każdy dorosły człowiek ma prawo własności do własnego ciała (samoposiadania, self-ownership), które to prawo jest niezbywalne, co wyklucza niewolnictwo itd. Pewien problem sprawia jednak kwestia dzieci. Czy są one własnością rodziców? Czy też jednak mają pełne prawo samoposiadania?

Przyjmując pierwsze założenie dopuszczalne byłoby, by rodzice robili ze swoimi dziećmi, co by im się tylko podobało. Niektórzy twierdzą jednak, że na rodziców w takiej sytuacji nałożone są pewne obowiązki na gruncie praw pozytywnych (positive rights), ale jest to mało przekonująca argumentacja (więcej na ten temat: Stephan Kinsella, How We Come to Own Ourselves).

Jeśli jednak prawdziwa byłaby druga opcja, oznaczałoby to, że nikt nie ma żadnego prawa do wydawania dziecku nakazów, karania go, generalnie - działania wbrew jego woli. Wydaje się to jednak całkowicie nierealne z przyczyn oczywistych.

Czy w tej sytuacji mamy rzeczywiście aut, aut - tertiam non datur? Jak dowodzi Kinsella (op. cit.) rzecz w skrócie ma się następująco:

Początkowo ciało dziecka posiadają rodzice na zasadzie tymczasowego powiernictwa (temporary trustee). Rodzice jako producenci dziecka mają pewne obiektywne powiązanie z ciałem tego dziecka, który to związek przeważa jakiekolwiek roszczenia innych ludzi (dopóki rodzice nie zniszczą tego powiązania przez nadużycie swojej pozycji). Czyli - rodzice mają lepszy tytuł do dziecka niż ktokolwiek inny, z powodu swojego naturalnego związku z dzieckiem. Aczkolwiek, gdy dziecko zawłaszcza (homesteads) lub przywłaszcza (appropriates) swoje ciało poprzez ustanowienie wymaganego obiektywnego związku (objective link) wystarczającego do uzyskania prawa samoposiadania, staje się ono dorosłym i ma teraz lepszy tytuł do swojego ciała niż jego rodzice.

Kiedy jednak dochodzi do ustanowienia tego obiektywnego związku? Prof. Hans-Herman Hoppe (A Theory of Socialism and Capitalism, s. 212) argumentuje, że prawo do samoposiadania mają osoby (rational agents), które są:

zdolne do komunikowania się, dyskutowania, argumentowania i - w szczególności - do angażowania się w spory dotyczące problemów normatywnych.

Oznacza to, że dziecko osiąga dorosłość, gdy staje się owym rational agent, w rozumieniu prof. Hoppe. Oczywiście otwarta pozostaje kwestia - kiedy do tego dochodzi i jak to określić.

09.09.2006 | Nie ma komentarzy »
Wprowadzenie do polityki antymonopolowej

Zamieszczony poniżej tekst jest moim tłumaczeniem wprowadzenia do książki prof. Dominicka T. Armentano Antitrust: The Case for Repeal.

Tłumaczenie: Mikołaj Barczentewicz

Chociaż trudno jest podsumować ponad stulecie antytrustowej polityki w krótkim akapicie, niezaprzeczalne jest, że ustawodawstwo antymonopolowe często było wykorzystywane przeciwko innowacyjnym firmom, które zwiększały produkcję i obniżały ceny. Staje się to oczywiste, gdy przyjrzymy się cywilnym procesom antytrustowym (dziewięćdziesiąt procent wszystkich spraw antytrustowych), ale jest także ewidentnie widoczne w klasycznych sprawach publicznych. Chociaż regulacje antytrustowe (a przynajmniej Sherman Act) były rzekomo stworzone, by zapobiec takim działaniom biznesu, które naruszają interes konsumentów, praktyka antytrustowa okazała się znacznie odbiegać od tego celu i powinna być określona jako „paradoks”1. Czytaj całość »

20.07.2006 | Jeden komentarz »
Moje teksty w Rubikkonie

Z przyjemnością zawiadamiam, że rozpocząłem współpracę magazynem Rubikkon. Będę tam publikować niektóre swoje teksty. Na początek polecam tłumaczenie artykułu prof. Hansa Senholza “Przeciw płacy minimalnej” oraz mój własny tekst “Prawo do palenia, czy prawo własności?”.

Zaktualizowałem też stronę “O mnie”.

18.07.2006 | Nie ma komentarzy »
Drogi i przymusowa integracja

Jak pisze prof. Hans Herman Hoppe w swojej książce “Demokracja - bóg, który zawiódł” fakt, że państwo zajmuje się budową dróg prowadzi do przymusowej integracji, nawet wbrew woli prywatnych właścicieli ziemi. Nie twierdzę, że w gdyby obecnie na zachodzie kwestia dróg, zgodnie zresztą ze zdrowym rozsądkiem i rachunkiem ekonomicznym, stałaby się z powrotem kwestią prywatną, sieć drogowa nie byłaby utrzymywana i rozbudowywana. Czytaj całość »

14.07.2006 | Nie ma komentarzy »
Czesi wydali Human Action

Opus magnum najwybitniejszego ekonomisty XX wieku, Ludwiga von Misesa zostało wydane w języku czeskim przez Liberalni Institut pod tytułem Lidske jednani. Ciekawe jest jak dużym wydarzeniem była premiera tej książki, na której obecnych było 300 gości, a w tym Ron Paul i prof. Vaclaw Klaus, prezydent Czech.

Jeśli ktoś ma ochotę można obejrzec film z tego wydarzenia (po czesku oczywiście :) ).

28.06.2006 | Nie ma komentarzy »
Dzień Kapitalizmu - zaproszenie

Podobnie jak w ubiegłym roku lubelski oddział Stowarzyszenie KoLiber organizuje przemarsz przez miasto i spotkanie z okazji Dnia Kapitalizmu. Zapraszam do uczestniczenia!

Dzień Kapitalizmu 2006

26.05.2006 | Nie ma komentarzy »
Nowy projekt zakazu palenia w Polsce

Jaki pisze dzisiejsza Gazeta:

Koniec z paleniem w pubach, restauracjach i na przystankach autobusowych. Palacze precz ze stadionów. Gdański onkolog przygotował ustawę o zakazie palenia w miejscach publicznych. Przekonał do niej resort zdrowia i PiS.

I dalej:

Antynikotynowe ustawy działają od dwóch lat m.in. we Włoszech i w Irlandii. Zakazują palenia we wszystkich zamkniętych miejscach publicznych, w których przebywają ludzie. - Żadnych ustępstw - dodaje Jassem. - Żadnych stolików dla palących, wydzielonych miejsc. To się po prostu nie sprawdza, dym się snuje, truje ludzi w innych częściach pomieszczeń. Chcemy prostych reguł: jak gdzieś nie wolno palić - to nie wolno i koniec.

Jak zwykle prawo naturalne jest zupełnie lekceważone. Nikogo nie obchodzi prawo człowieka do decydowania o swojej własności.

Pisałem o tym niedawno i nie będę się powielał. Zainteresowanych odsyłam: Prawo do palenia, czy prawo własności?

Co jeszcze zwróciło moją uwagę, to bardzo symptomatyczny rozwój mentalności niewolniczej w naszym kraju.

- Ustawa jest prosta i potrzebna - wtóruje Bolesław Piecha, wiceminister zdrowia. - Przełoży się na zdrowie populacji, na pewno dzięki niej unikniemy wielu nowotworów. Ja ją popieram. Może to będzie dla mnie samego ratunek, bo sam palę od wielu lat i nie mogę się wyzwolić.

Już nawet wiceminister zdrowia uważa się za niezdolnego do decydowania za samego siebie. A co dopiero mają myśleć zwykli ludzie?

Oj, Orwell nas czeka. Jak nic.

08.05.2006 | Komentarzy: 4 »
Wojna Microsoftu z Komisją

Mieszane uczucia mam gdy przyglądam się temu sporowi. Po pierwsze - trudno żałować Microsoftu, gdyż korzysta on jak tylko może z państwowego monopolu, zwanego dla niepoznaki patentem, a także z drugiego - zwanego prawem autorskim. Nie twierdzę, że powinien z tego zrezygnować, gdyż każda firma musi działać w takich warunkach rynkowych jakie są. Można mieć tylko wątpliwości, czy Microsoft osiągnąłby taką pozycję, bez odwołania się do państwowej ochrony.

Pomijając jednak tę kwestię - jeśli chodzi o obecny spór, to wszystkie argumenty KE i jej adwokatów (a także wspierających ich konkurentów MS) są tak dziecinne i śmieszne, że dziwne się wydaje, jak można takich ludzi traktowac poważnie (cytuje za Gazetą Wyborczą):

Tylko w świecie Microsoftu to właśnie on decyduje, co jest dla konsumentów dobre, a co nie - replikował Per Hellstrom, adwokat KE. I przypomniał, że Microsoft sprawuje faktyczną kontrolę nad rynkiem oprogramowania multimedialnego. Na każde dziesięć komputerów sprzedawanych w Europie - wyliczał - siedem jest wyposażonych w WMP. Przez co dostawcy filmów, muzyki itp. dostosowują się do standardu Microsoftu, a nie do jego alternatyw.

Czyżby Microsoft zmuszał kogokolwiek do kupowania jego produktów? Albo, co więcej, czyżby zmuszał kogokolwiek wogóle do używania ich? Czy nie jest tak, że gdyby ludziom nie odpowiadałyby te produkty tak bardzo, że byliby skłonni przestać ich używać, to MS by zbankrutował?

Jeśli nie bankrytuje, wręcz przeciwnie - ma się bardzo dobrze, to czy nie jest to prosta oznaka, że w ludziom wcale tak ten Windows nie zbrzydł.

A może panom z KE i całej reszcie wydaje się, że ktokolwiek może będąc “monopolistą” mieć gdzieś swoich klientów i narzucać im cokolwiek wbrew ich woli?

Jak powiedział Mises - nie ma czegoś takiego jak monopol na rynku, monopol istnieje jedynie tam gdzie występuje przymus, czyli państwo lub jakaś mafia - bo tylko tego typu instytucje mogą cię siłą zmusić do kupowania lub niekupowania, takich czy innych produktów. Tylko one.

25.04.2006 | Komentarzy: 3 »
Prawo do palenia, czy prawo własności?

Zainspirowany tekstem Ninosa Maleka pt. “Where There’s Smoke, You Don’t Have to Be” zamieszczonym na Mises.org, postanowiłem napisać coś na ten temat.

Na początku chciałbym zaznaczyć, że jestem osobą niepalącą, co więcej - wcale nie lubię biernie wdychać papierosowego dymu, więc trudno posądzić mnie w tej kwestii o stronniczość (na rzecz palących oczywiście).

Kwestia, nad którą chciałbym się w tej chwili zatrzymać, to tendencja legislacyjna do wprowadzania zakazu palenia tytoniu w miejscach publicznych.

Wychodząc od prawa do własności swojego ciała – chyba nikt nie ma wątpliwości, że osoba mająca takie prawo może podjąć decyzję, czy zapali papierosa, czy nie. Oczywiście od razu wielu ludzi zauważy, że nie zawsze ta osoba jest uprawniona żeby to zrobić. Dlaczego? Czytaj całość »

24.04.2006 | Komentarzy: 4 »