Nowy projekt zakazu palenia w Polsce
Jaki pisze dzisiejsza Gazeta:
Koniec z paleniem w pubach, restauracjach i na przystankach autobusowych. Palacze precz ze stadionów. Gdański onkolog przygotował ustawę o zakazie palenia w miejscach publicznych. Przekonał do niej resort zdrowia i PiS.
I dalej:
Antynikotynowe ustawy działają od dwóch lat m.in. we Włoszech i w Irlandii. Zakazują palenia we wszystkich zamkniętych miejscach publicznych, w których przebywają ludzie. – Żadnych ustępstw – dodaje Jassem. – Żadnych stolików dla palących, wydzielonych miejsc. To się po prostu nie sprawdza, dym się snuje, truje ludzi w innych częściach pomieszczeń. Chcemy prostych reguł: jak gdzieś nie wolno palić – to nie wolno i koniec.
Jak zwykle prawo naturalne jest zupełnie lekceważone. Nikogo nie obchodzi prawo człowieka do decydowania o swojej własności.
Pisałem o tym niedawno i nie będę się powielał. Zainteresowanych odsyłam: Prawo do palenia, czy prawo własności?
Co jeszcze zwróciło moją uwagę, to bardzo symptomatyczny rozwój mentalności niewolniczej w naszym kraju.
- Ustawa jest prosta i potrzebna – wtóruje Bolesław Piecha, wiceminister zdrowia. – Przełoży się na zdrowie populacji, na pewno dzięki niej unikniemy wielu nowotworów. Ja ją popieram. Może to będzie dla mnie samego ratunek, bo sam palę od wielu lat i nie mogę się wyzwolić.
Już nawet wiceminister zdrowia uważa się za niezdolnego do decydowania za samego siebie. A co dopiero mają myśleć zwykli ludzie?
Oj, Orwell nas czeka. Jak nic.
Wojna Microsoftu z Komisją
Mieszane uczucia mam gdy przyglądam się temu sporowi. Po pierwsze – trudno żałować Microsoftu, gdyż korzysta on jak tylko może z państwowego monopolu, zwanego dla niepoznaki patentem, a także z drugiego – zwanego prawem autorskim. Nie twierdzę, że powinien z tego zrezygnować, gdyż każda firma musi działać w takich warunkach rynkowych jakie są. Można mieć tylko wątpliwości, czy Microsoft osiągnąłby taką pozycję, bez odwołania się do państwowej ochrony.
Pomijając jednak tę kwestię – jeśli chodzi o obecny spór, to wszystkie argumenty KE i jej adwokatów (a także wspierających ich konkurentów MS) są tak dziecinne i śmieszne, że dziwne się wydaje, jak można takich ludzi traktowac poważnie (cytuje za Gazetą Wyborczą):
Tylko w świecie Microsoftu to właśnie on decyduje, co jest dla konsumentów dobre, a co nie – replikował Per Hellstrom, adwokat KE. I przypomniał, że Microsoft sprawuje faktyczną kontrolę nad rynkiem oprogramowania multimedialnego. Na każde dziesięć komputerów sprzedawanych w Europie – wyliczał – siedem jest wyposażonych w WMP. Przez co dostawcy filmów, muzyki itp. dostosowują się do standardu Microsoftu, a nie do jego alternatyw.
Czyżby Microsoft zmuszał kogokolwiek do kupowania jego produktów? Albo, co więcej, czyżby zmuszał kogokolwiek wogóle do używania ich? Czy nie jest tak, że gdyby ludziom nie odpowiadałyby te produkty tak bardzo, że byliby skłonni przestać ich używać, to MS by zbankrutował?
Jeśli nie bankrytuje, wręcz przeciwnie – ma się bardzo dobrze, to czy nie jest to prosta oznaka, że w ludziom wcale tak ten Windows nie zbrzydł.
A może panom z KE i całej reszcie wydaje się, że ktokolwiek może będąc “monopolistą” mieć gdzieś swoich klientów i narzucać im cokolwiek wbrew ich woli?
Jak powiedział Mises – nie ma czegoś takiego jak monopol na rynku, monopol istnieje jedynie tam gdzie występuje przymus, czyli państwo lub jakaś mafia – bo tylko tego typu instytucje mogą cię siłą zmusić do kupowania lub niekupowania, takich czy innych produktów. Tylko one.
Prawo do palenia, czy prawo własności?
Zainspirowany tekstem Ninosa Maleka pt. “Where There’s Smoke, You Don’t Have to Be” zamieszczonym na Mises.org, postanowiłem napisać coś na ten temat.
Na początku chciałbym zaznaczyć, że jestem osobą niepalącą, co więcej – wcale nie lubię biernie wdychać papierosowego dymu, więc trudno posądzić mnie w tej kwestii o stronniczość (na rzecz palących oczywiście).
Kwestia, nad którą chciałbym się w tej chwili zatrzymać, to tendencja legislacyjna do wprowadzania zakazu palenia tytoniu w miejscach publicznych.
Wychodząc od prawa do własności swojego ciała – chyba nikt nie ma wątpliwości, że osoba mająca takie prawo może podjąć decyzję, czy zapali papierosa, czy nie. Oczywiście od razu wielu ludzi zauważy, że nie zawsze ta osoba jest uprawniona żeby to zrobić. Dlaczego? Czytaj dalej >>
Olimpiada Wiedzy o Unii Europejskiej
W dniach 18-19 marca miałem okazję brać udział w zawodach centralnych Ogólnopolskiej Olimpiady Wiedzy o Unii Europejskiej organizowanej przez Wyższą Szkołę Humanistyczną im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku. Postanowiłem napisać relację z tego wydarzenia. Czytaj dalej >>
“Dobre intencje to za mało”
“Good intentions are not enough” – tak zaczyna się nowa reklama telewizyjna Acton Institute: When Your Voice Isn’t Enough. Jak widać można zrobić coś chrześcijańskiego, wolnorynkowego i jak najbardziej profesjonalnie przygotowanego. Ten klip bardzo dobrze pokazuje jakie jest jedyne rozwiązanie problemu głodu i niesprawiedliwości na świecie (“It starts with me… and you”).
Naprawdę warto to obejrzeć. Gdyby w Polsce działał taki instytut… Eh – można pomarzyć.
Drogowy eksperyment
Dzięki The Austrian Economists dowiedziałem się, że grupa amerykańskich studentów postanowiła pokazać jak kiepsko jest z przestrzeganiem ograniczenia prędkości do 55mph (ok. 90 km/h) na autostradach. By to zrobić ustawili się czterema samochodami obok siebie i jechali z prędkością dokładnie 55mph.
Film powstał jako część Campus MovieFest — “the world’s largest student film festival”.
Polecam (najlepsze jest koło 03:30): http://video.google.com
Mądrość Ateńczyków
Przeczytałem właśnie bardzo ciekawą rzecz na blogu Davida Friedmana. Otóż – w starożytnych atenach ofiara kradzieży miała prawo do przeszukania domu oskarżonego, jeśli udało się pokrzywdzonemu znaleźć swoją własność, mógł ją odzyskać i dodatkowo otrzymać odszkodowanie w wysokości dwukrotnej wartości skradzionbego przedmiotu. Oczywiste jest, że takie rozwiązanie dawało potencjalnym oszustom możliwość podrzucenia niby-skradzionego przedmiotu podczas przeszukania i domagania się za nią odszkodowania. Ateńczycy znaleźli jednak bardzo eleganckie rozwiązanie.
Oskarżający był upoważniony do przeszukania – ale musiał zrobić to nago.
Jak pisze dalej Friedman – mamy obecnie włąsną wersję tego samego problemu – ryzyko, że policjanci mogą nam podrzucić narkotyki pod pozorem ich poszukiwania. Może powinnismy wziąć lekcję od Ateńczyków?
