District of Columbia v. Heller
Przed Sądem Najwyższy,m Stanów Zjednoczonych (SCOTUS) toczy się właśnie sprawa District of Columbia v. Heller, która – obok wyborów prezydenckich – ma szansę stać się największym wydarzeniem tego roku. Dotyczy ona regulacji wprowadzonych w federalnym Dystrykcie Kolumbii (DC) dotyczących posiadania i noszenia broni palnej, które – zdaniem wielu – naruszają Drugą Poprawkę do Konstytucji, której treść brzmi:
Dobrze zorganizowana milicja jest niezbędna dla bezpieczeństwa wolnego państwa; prawo ludzi do posiadania i noszenia broni nie może być naruszone. 15 grudnia, 1971
Federalny Sąd Okręgowy dla Dyskryktu Kolumbii, w swoim orzeczeniu z 9 marca 2007 roku, uznał, że Dick Heller ma zagwarantowane przez Konstytucję indywidualne i osobiste prawo do posiadania broni i trzymania jej w domu w stanie umożliwiającym użycie (naładowaną i odbezpieczoną). Decyzja ta była wynikiem głosowania 2-1.
DC zwrócił się więc do SCOTUS z pytaniem:
Whether the following provisions — D.C. Code secs. 7-2502.02(a)(4), 22-4504(a), and 7-2507.02 — violate the Second Amendment rights of individuals who are not affiliated with any state-regulated militia, but who wish to keep handguns and other firearms for private use in their homes?
Oczywiście zakres tej sprawy może zostać zawężony przez różne okoliczności, jak na przykład to, że dotyczy ona federalnego Dysktryktu Kolumbii, o którym mówi się, że podlega jurysdykcji Kongresu, a więc ewentualny wyrok może nie mieć zastosowania do “normalnych stanów” (oczywiście tylko jeśli SCOTUS uzna, że Druga Poprawka nakłada restrykcje tylko na kongres, a nie jest podstawą dla indywidualnych i osobistych rights).
Charakterystyczne dla toku sprawy przed SCOTUS są tzw. amici briefs, wystosowywane do SCOTUS przez amici curiae, oczywiście amici jednej ze stron – petitioner albo respondent. W tej sprawie DC to petitioners a Dick Heller jest respondent.
W ostatni piątek amici brief dla Hellera złożyło 55 senatorów, 250 kongresmenów i President of the Senate (sztuk 1), czyli nie kto inny jak wiceprezydent US, Dick Cheney. Jest to bardzo znaczące, szczególnie, że nie zdarzyło się jeszcze, żeby członek władzy wykonawczej wystąpił przeciwko Departamentowi Sprawiedliwości (który nb. poparł petitioners). Oczywiście powraca tu kwestia tożsamości wiceprezydenta, czy jest on bardziej związany z egzekutywą czy legislatywą, ale to inny temat.
Dzisiaj za to, osiemnastu District Attorneys (Prokuratorów Okręgowych, także federalnych) złożyło brief przeciwko Hellerowi, argumentując go szkodami jakie dla systemu prawnego i regulacji broni może mieć przyjazna respondentowi wykładnia Drugiej Poprawki. Przeciwną argumentację przedstawia brief amicus curiae trzynastu prokuratorów federalnych, z mniej znanych – co trzeba przyznać – okręgów.
Z pewnością do tej sprawy jeszcze powrócę, kiedy tylko pojawią się jakieś nowe informacje.
Więcej informacji:
Gdzie jest granica tajności?
The U. S. Foreign Intelligence Surveillance Court (FISC), specjalny sąd, który od 1978 roku zajmuje się udzielaniem zezwoleń amerykańskim służbom specjalnym na podejmowanie inwigilacji na terenie USA, wydał trzecią w swojej historii publiczną decyzję, w której odmówił upublicznienia decyzji autoryzującej administrację Busha do podjęcia zakrojonej na szeroką skalę akcji szpiegowskiej obejmującej również amerykańskich obywateli.
Wniosek o ujawnienie tej decyzji złożyła American Civil Liberties Union (ACLU), co jest pewnym ewenementem, gdyż zwykle do tego sądu występują jedynie rządowe agencje. Opinia sądu odmawiająca ujawnienia decyzji, o której mowa, zawiera kilka interesujących fragmentów.
Sędzia John D. Bates stwierdził między innymi, że regulacje chroniące tajność stoją wyżej niż jakiekolwiek uprawnienia obywateli do informacji na bazie common law (any common law right of access). Sędzia Bates odrzucił również zastosowanie pierwszej poprawki do tej sytuacji wskazując, że nie istnieje tradycja ujawniania decyzji FISC na tej podstawie.
Bardzo interesująca jest argumentacja sędziego Batesa odnośnie korzyści i rzekomych zagrożeń związanych z ujawnieniem wyżej wspomnianej decyzji. Jeśli chodzi o “pewne korzyści” wspomniane w opinii – być może ujawnienie spowodowałoby “lepsze zrozumienie” tego, jak sąd podejmuje swoje decyzje, być może stanowiłoby to “dodatkowe zabezpieczenie przeciwko błędom i nadużyciom” i pozwoliłoby na “bardziej kompetentą debatę nad legislacyjnymi propozycjami” regulującymi władzę państwa do szpiegowania. Jednakże żadna z tych korzyści nie przeważa zła “szerokiego publicznego dostępu”.
Oczywiście ACLU może odwołać się na podstawie Freedom of Information Act do jednego z federalnych U.S. District Courts, ale administracja prawdopodobnie wykorzysta swój przywilej (“state secrets privilege”) do zablokowania takiego procesu, gdyż mógłby on doprowadzić do ujawnienia informacji ważnych dla narodowego bezpieczeństwa.
W moim przekonaniu to jest bardzo poważny problem dla współczesnej demokracji. Jak pokazuje ten przykład, przyjmuje się rozwiązania, które sprawiają, że obywatele nie mają żadnych szans na poznanie najważniejszych informacji, a jednocześnie uważa się, że ci sami obywatele mają oceniać swoich przedstawicieli. Co w takim razie pozostało z demokratycznej kontroli władzy w najbardziej newralgicznych sferach?
Jak w takiej sytuacj nazwać system, w którym część obowiązującego prawa jest tajna i ludzie wobec których jest ono stosowane nie mają prawa (sic!), by je poznać? Jest to sytuacja opisywana przez prof. Lona L. Fullera w “The Morality of Law” jako złamanie jednej z fundamentalnych zasad wewnętrznej moralności prawa. Co ciekawe, zwykle jako przykład tego typu rozwiązań podaje się ZSRR, ale przecież powyższa sytuacja ma miejsce w USA (!).
Zakończę znanym cytatem, którego autorem jest Benjamin Franklin:
Those willing to give up a little liberty for a little security deserve neither security nor liberty.
Więcej na ten temat:
Nonsigner Clauses
Na dzisiejszych zajęciach ze Wstępu do prawoznawstwa u p. dr Tatiany Chauvin powołałem się na przykład Fair trade laws (w aspekcie Nonsigner Clauses jako źródła prawa dla strony trzeciej wynikającego z prywatnoprawnego instrumentu jakim jest umowa dystrybutora z producentem) obiecując podanie źródła, co też ninniejszym czynię:
Niechęć do narzucania cen odsprzedaży ma swoje korzenie w kryzysie lat trzydziestych i okresie bezpośrednio po jego zakończeniu, kiedy istniały tzw. prawa sprawiedliwego handlu (fair trade laws). Legalizowały one narzucanie cen odsprzedaży poprzez wyłączenie ich z federalnych regulacji antymonopolowych. Jednakże te przepisy często były czymś więcej niż tylko przyzwoleniem na restrykcyjne pionowe porozumienia cenowe pomiędzy kupującymi i sprzedającymi. Notorycznie używane klauzule dla „nie podpisujących” (non-signers clauses) powodowały, że jakikolwiek dystrybutor, który odmówił podpisania kontraktu sprawiedliwego handlu z producentem i tak był prawnie związany warunkami porozumienia podpisanego przez innych!
Ustawodawcy byli wtedy wyjątkowo wrodzy wobec konkurencji cenowej, uważając ją za jedną z głównych przyczyn przedłużającej się gospodarczej stagnacji lat trzydziestych. Podatki dla sieci sklepów i specjalne klauzule dla „nie podpisujących” w celu ograniczenia obniżek cen, to tylko dwa przykłady tej wrogości. Nie ma potrzeby dodawać, że współcześni zwolennicy wolnego handlu nie popierają prawnych klauzul dla „nie podpisujących”. (…)
- Dominick T. Armentano, Polityka antymonopolowa. Ochrona konkurencji?, tłum. Mikołaj Barczentewicz.
Co ciekawe, początkowo sądy uznawały takie klauzule za niezgodne z Sherman Antitrust Act (1890), ale jeszcze przed uchwaleniem przez kongres Miller-Tydings Act (1937), która to ustawa wyłączała stosowanie SAA do takich sytuacji, to jeszcze w 1936 roku, Sąd Najwyższy stanu Illinois w sprawie Old Dearborn Distribution Co. v. Seagram Distillers, Corp. [299 U.S. 183 (1936)] uznał takie klauzule za konstytucyjne. Dopiero w 1975 roku legislacja federalna usunęła pozostałości po Fair trade laws.
Ciąg dalszy Hall Street v. Mattel
Pisałem już o sprawie Hall Street v. Mattel, która toczy się w Sądzie Najwyższym Stanów Zjednoczonych. 7 października SCOTUS (Supreme Court of the United States) wysłuchał oral arguments, po czym zadał stronom trzy dodatkowe pytania, dając im czas na odpowiedź do 27 października.
Zaistniała bardzo ciekawa sytuacja, gdyż Hall Street w pierwszej fazie dążyła do wykazania, że w tej sprawie można zastosować rozszerzającą interpretację Federal Arbitration Act (FAA), jednak w najnowszym stanowisku porzuciła tę linię i twierdzi, że FAA nie jest tu aplikowalny. Adwokaci Mattel starają się to wykorzystać i prawdopodobnie SCOTUS podzieli ich zdanie (zgodnie z doktryną judicial estoppel określoną w New Hampshire v. Maine, 532 U.S. 742, 749 (2001)).
Ross Runkel (Professor of Law Emeritus at Willamette University College of Law) pisze na swoim blogu, że jego zdaniem wyrok w tej sprawie najprawdopodobniej nie rozwiąże kwestii, czy werdykty arbitrażowe oparte na FAA mogą być przedmiotem expanded judicial review (w przybliżeniu – rozszerzonych możliwości apelacji). Według Runkela SCOTUS powinien: (1) zadeklarować, że FAA nie blokuje zastosowanej w tej sprawie procedury jeśli jest ona dozwolona przez lokalne zasady lub prawo stanowe oraz (2) zwrócić się do sądów niższej instancji, by zdecydowały czy rzeczywiście taka procedura jest dozwolona. Runkel zwraca uwagę, że SCOTUS nie powinien zajmować się sprawami lokalnymi, które nie były przedmiotem decyzji sądów niższej instancji.
Więcej na ten temat:
O prywatyzacji małżeństwa
Stephanie Coontz, profesor historii w Evergreen State College, autorka Marriage, a History: How Love Conquered Marriage opublikowała we wczorajszym wydaniu The New York Times bardzo wartościowy op-ed (Taking Marriage Private):
DLACZEGO ludzie – homo- lub heteroseksualni – potrzebują pozwolenia państwa by się pobrać? Przez większą część historii Zachodu go nie potrzebowali ponieważ małżeństwo stanowiło prywatny kontrakt pomiędzy dwiema rodzinami. (…)
Być może już czas, by powrócić do starej tradycji zwyczajów matrymonialnych. Niech kościoły decydują, które małżeństwa uznają za “ważne”. Lecz niech to pary – niezależnie od orientacji – decydują, czy chcą prawnej ochrony i obowiązków.
Hall Street v. Mattel
W środę, 7 listopada, Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych debatował nad rolą sądownictwa w arbitrażu. Sprawa Hall Street Associates, L.L.C. v. Mattel, Inc. (No. 06-989) jest szeroko komentowana w mediach, gdyż wyrok Sądu Najwyższego może w dużym stopniu zdeterminować przyszłość tej formy rozstrzygania sporów (“sprywatyzowanej formy sprawiedliwości” jak pisze Financial Times).
Podłożem tej sprawy jest spór pomiędzy znanym producentem zabawek Mattel, Inc. i firmą Hall Street Associates, od której Mattel wynajmował teren, gdzie znajdowała się jedna z fabryk korporacji. Hall Street pozwała Mattel do sądu w stanie Oregon za zanieczyszczenie tego terenu żądając pokrycia strat. Mattel doprowadziła do przeniesienia sprawy do sądu federalnego. Na tym etapie strony zgodziły się na arbitraż, co zaaprobował też sąd. Czytaj dalej >>
