Żałośnie niemerytoryczna apologetyka ministra Boniego
Związani z rządem obrońcy nowelizacji ustawy o dostępie rozsyłają dziś od rana link do wczorajszego wykładu ministra Michała Boniego na konferencji Fundacji Panoptykon. Ja na ich miejscu bym tego nie robił, gdyż minister Boni się w tym wykładzie kompromituje, wykazując wyłącznie, że podobnie jak Marek Rocki i Donald Tusk nie rozumie prawnych uwarunkowań dostępu do informacji publicznej, a w szczególności ich relacji do reżimu ochrony informacji niejawnych. Wbrew własnym deklaracjom Boniego, jego wypowiedź jest ideologiczna, pozbawiona merytorycznej polemiki z argumentami podnoszonymi przez krytyków nowelizacji.
Pominę kwestię wadliwej implementacji dyrektywy re-use, co powoduje, że nowelizacja nie osiągnie nawet swojego podstawowego celu (polecam opinię prawną współautora ustawy o dostępie mec. Stefanowicza oraz stanowisko SLLGO). W mediach króluje temat poprawki Rockiego i tego przepisu bronił w swoim wystąpieniu Michał Boni. Samo wystąpienie jest mało interesujące, gdyż nie odnosiło się wprost do żadnego z konkretnych argumentów przeciwko poprawce Rockiego.
Zauważył to dr Arwid Mednis z Uniwersytetu Warszawskiego i zadał ministrowi Boniemu proste pytanie: po co poprawka Rockiego skoro ustawa o ochronie informacji niejawnych już dziś zabezpiecza interes gospodarczy państwa i robi to w dodatku w bardziej poprawnej prawnie formule. Odpowiedź Boniego jest rozbrajająca (moja własna transkrypcja):
Oczywiście jest warte rozważenia … i opinie prawne, które powstały już po fakcie … wtedy kiedy pojawiły się w debacie publicznej wypowiedzi na ten temat … raczej nie są jakoś bardzo przychylnie do tego nastawione, co nie zmienia faktu, że powinniśmy ten wątek głębiej, o wiele głębiej rozważyć.
Kwestia polega na tym … w tym zapisie, który powstał jest ograniczenie, ale i jest pewien wymóg ważenia sytuacji. To znaczy, to nie jest bierne, to nie jest automatyczne, że wszystko podlega, tylko ważenie sytuacji. Ważenie sytuacji kiedy uznać, że to nie podlega … jest chronione, zasłonione na pewien czas, zasłonione, niedostępne na pewien czas.
Nadawanie klauzuli, to po pierwsze nie każdy ją może nadać, to nie jest taka prosta procedura. Ona uruchamia cały łańcuszek i nadawanie klauzuli w różnych sytuacjach także w sytuacjach prowadzenia tego postępowania: Skarb Państwa, kancelaria i tak dalej … jest bardziej skomplikowane, że konsekwencją tego jest to, że dostęp mogą mieć tylko osoby, które mają określone uprawnienia.
I teraz z obywatelskiego punktu widzenia można powiedzieć tak … ja przepraszam bo wyostrzę … czy w związku z tym każdy prawnik w Polsce powinien się ubiegać … procedura nie jest specjalnie przyjazna … powinien się ubiegać o to, żeby mieć dostęp do informacji o charakterze niejawnym?
Ja uważam, że to jest pewien problem – wykonywanie zawodu pod warunkiem, że … bo nigdy nie wiem .. to zawsze trochę trwa i tak dalej … nagle się może okazać, być może ja wymyślam sytuację, ale są określone rygory związane z niejawnością, że mamy zespół, który dyskutuje nad rozwiązaniem jakiegoś problemu i nie można podjąć dyskusji w momencie, kiedy jest ta klauzula nałożona. Nie ma osoby, która by ją zdjęła, bo kto inny ją … przy klazulach niejawnych są osoby, które podejmują takie decyzje i są osoby, które mogą to zdjąć (…)
To tworzy moim zdaniem pewien rodzaj zawirowań, w gruncie rzeczy też tworzy zagrożenia. Ja nie mówię, że nie. Bo mamy dwie ścieżki, albo to rozwiązanie zostanie przyjęte i wtedy i tak prawdopodobnie powinniśmy się publicznie zastanawiać, czy nie znaleźć rozwiązania, co do którego bardziej będziemy zgodni, czyli jakiejś nowelizacji tego zapisu. Albo nie zostanie przyjęte, mówię o akceptacji Prezydenta, to i tak będziemy mieli problem, bo będziemy musieli wrócić do całej tej ustawy, i tak będziemy szukali rozwiązania. Tak czy siak wszystkie możliwe rozwiązania powinny dzisiaj leżeć na stole.
Oczywiście nie jest to żadna odpowiedź tylko wykręt i przyznanie, że jedynym argumentem rządu jest chęć zapewnienia wygody urzędnikom, którym nie chce się stosować ustawy o ochronie informacji niejawnych. Nawet, jeśli rzeczywiście ustawa ta jest niepraktyczna, to warto przypomnieć, że ma ona raptem rok i została przygotowana przez ten sam rząd, któremu dziś ona nie odpowiada. Z punktu widzenia dostępu do informacji publicznej jest wręcz zaletą reżimu ochrony informacji niejawnych, że nie każdy może wszystko bezproblemowo utajnić. Widocznie minister Boni się z tym nie zgadza.
Nie jest prawdą, że przy każdym rodzaju klauzuli tajności wszyscy mający styczność z dokumentem muszą przechodzić specjalne postępowania (niezbyt przyjazną procedurę, o której mówi Boni), ale już takiej znajomości szczegółów od polityków wymagać chyba nie można. Przykład z prawnikami jest co najwyżej śmieszny (jaki procent prawników w Polsce miał kiedykolwiek potrzebę dostępu do informacji niejawnej?).

Na jednym ze slajdów wyświetlanych na ekranie podczas wystąpienia Boniego można było przeczytać, że ograniczenie dostępu ma obowiązywać tylko do zakończenia negocjacji lub postępowania sądowego.
Chyba minister Boni nie czytał “poprawki Rockiego” dokładnie, albo też sobie ją nadinterpretuje, bo nic takiego tam nie ma. “Osłabienie zdolności negocjacyjnej” może teoretycznie być trwałe i odnosić się do wszystkich możliwych przyszłych (nawet nierozpoczętych) negocjacji. Wyobraźmy sobie np., że jesteśmy w Grecji przed ujawnieniem kreatywnej księgowości tamtejszego rządu i w dokumentach, które mają być udostępnione znajdują się prawdziwe informacje na temat zadłużenia i stanu gospodarki…